-Okej.Powiedziałam.- A i Justin.- Chłopak spojrzał się na mnie gdy już stał przy oknie i był gotowy do wyjścia.-Jutro jest sobota.-Szatyn tylko z rozbawienia pokręcił głową i wyskoczył przez okno. A ja w ciuchach położyłam się na łóżko, które ciągle pachniało perfumami Justina. Zaczęłam coraz bardziej wciągać zapach i myśleć o tym wszystkim, po czym zasnęłam, w ubraniach.
************************************************
Obudziłam się jakoś koło dwunastej, nie miałam siły na to, żeby się umyć
Więc chwyciłam piżamie w rękę i poszłam do toalety się przebrać. Gdy już to zrobiłam wróciłam na swoje łóżko i ponownie odblokowałam swój telefon. Zauważyłam, że mam nową wiadomość, wkurzyłam się bo myślałam, że to znów ten cały S.A.
Od Nieznany:"Hej, to ja Justin. To mój nowy numer, ponieważ tamten telefon zgubiłem". Od razu zapisałam sobie numer Justina zwykłym "Justin". I od razu odpisałam mu.
Do Justina:
' Oj kochany nie masz głowy do picia.'Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, po czym zaczęłam się po cichu śmiać , aby nie obudzić nikogo.
Od Justina:
"Oj zdziwiła byś się." Ta właśnie widzę, jaką masz twardą głowę wystarczy, że przypomnę sobie wczorajszy dzień.
Od Justina :
"A tak wogóle co robisz?"
Do Justina:
"A co z tęskniłeś się? Hah nie no spać nie mogę, a ty?"
Długo nie musiałam czekać na wiadomość od szatyna. Ponieważ nawet nie zdążę zamknąć oczu, a już mój telefon zaczyna wibrować.
Od Justina:
"Jasne, że tak. Mam tak samo."
Po tym nie odpisałam mu już nic, ponieważ zasnęłam z telefonem w ręku.
~~~ Justin ~~~
Gdy wróciłem do domu, od razu zacząłem szukać swojego telefonu, ale nic z tego. Musiałem zgubić go wczoraj. Eh muszę zadzwonić i zobaczyć czy mają dla mnie jakieś zlecenie. Po szufladach zacząłem szukać jakiegokolwiek mojego starego telefonu. Tu nie, tu tez nie no do cholery gdzie ja pochowałem te wszystkie telefony?!
-Bingo!- Opłaciło się grzebać w tych szafkach. Wyciągnąłem stary model samsunga, uruchamiając go, a moim oczom ukazała się moja stara, tapeta, na której byłem ja Jaxon i moja mama. Patrzyłem jeszcze przez chwilę na tapetę, po czym szybko zacząłem wpisywać dobrze znany mi numer telefonu. Po trzech sygnałach usłyszałem ten głos, który już dawno chciałem zapomnieć.
-Halo.- usłyszałem gruby, a za razem potężny głos.
-To ja.- Wysyczałem do słuchawki, na co on tylko się roześmiał
-No proszę, proszę czyż to ty Justinie? Czyżby Justin Bieber powraca do pracy?- Ha wyczułem w jego głosie choć trochę nadziei.
-Nie tym razem. Ale powiedz mi, czy masz może jakieś wolne zlecenie?- Nie ukrywam, chętnie bym się rozerwał i nie ukrywam też, że kasa jest mi potrzebna.
-Może mam, może nie mam.- Nie chcą dalej tego słuchać przerwałem mu zanim dokończył to swoje idiotyczne zdanie.
-Masz, albo idę do kogoś innego.- Kevin dobrze wiedział, że ja byłem jego najlepszym pracownikiem, i gdyby nie ja poszedł by na dno.
-Dobra mam. Bądź jutro u mnie o dziesiątej, adres się nie zmienił po tych słowach zakończyłem połączenie i położyłem telefon koło siebie. Patrzyłem się prosto przed siebie, obiecałem sobie, że już do tego nie wrócę, a jednak. Z jednej strony chciałem być od tego jak najdalej, ale z drugiej bardzo mi tego brakowało. Mój wzrok od razu poleciał na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiąta. Została mi tylko godzina, zerwałem się z łóżka na równe nogi, w celu zejścia na dół. W dłoń chwyciłem kurtkę, i z szedłem do korytarza otwierając ogromną szafę, z której zakamarka wyciągnąłem,dużą czarną walizkę, która była cała zakurzona. Gdy chwyciłem za nią, wszystkie wspomnienia wróciły od razu do mnie. Wróciły do mnie wszystkie krzyki, wszystkie jęki i te wszystkie błagania o litość. Ale byłem takim człowiekiem, który nie wiedział co to znaczy. Pracowałem dla Kevina, i to przez niego stawałem się coraz, gorsza a za razem lepszą maszyną do zabijania. A Kevin? On odnosił z tego radość, ale to się zmieniło po tym jak zostawiłem go razem z tym jego syfem.
Otworzyłem czarną walizkę, biorąc broń w rękę, po czym odłożyłem, ją na miejsce, a broń schowałem do paska spodni. Założyłem na siebie skórzaną czarną kurtkę, chwyciłem w rękę jeszcze swoje klucze od samochodu, oraz od domu i wyszedłem zamykając go za sobą.
*
Po kilkunastu minutach drogi, dotarłem do wyznaczonego miejsca. Ostatni raz byłem tu trzy lata temu, i stwierdzam, że nic tu się nie zmieniło. Wyszedłem z auta kierując się w stronę zniszczonego budynku. Szkoda, że to tylko pozory, może i na zewnątrz jest cały poniszczony, ale to tylko po to, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Na to miast w środku wyglądało lepiej, niż nie jeden dom w Detroit.
-Kogo moje oczy widzą, Bieber wrócił.- Czy mówiłem wam już jak bardzo nienawidzę tego głosu? Wolę działać na własną rękę, no ale jeśli w grę wychodzi kasa wolę udać sie do Kevina.
-Daruj sobie.- Kevin i to jego wieczne poczucie humoru.- Lepiej, powiedz od razu co masz dla mnie.- Po śpieszyłem mężczyznę, czego on bardzo nie lubił.
-Wiesz jak bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie po śpiesza, ale dobra przymrożę na to oko.- Powiedział niebieskooki mężczyzna po czym wręczył mi kartkę, z adresem.
************************************************
Obudziłam się jakoś koło dwunastej, nie miałam siły na to, żeby się umyć
Więc chwyciłam piżamie w rękę i poszłam do toalety się przebrać. Gdy już to zrobiłam wróciłam na swoje łóżko i ponownie odblokowałam swój telefon. Zauważyłam, że mam nową wiadomość, wkurzyłam się bo myślałam, że to znów ten cały S.A.
Od Nieznany:"Hej, to ja Justin. To mój nowy numer, ponieważ tamten telefon zgubiłem". Od razu zapisałam sobie numer Justina zwykłym "Justin". I od razu odpisałam mu.
Do Justina:
' Oj kochany nie masz głowy do picia.'Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, po czym zaczęłam się po cichu śmiać , aby nie obudzić nikogo.
Od Justina:
"Oj zdziwiła byś się." Ta właśnie widzę, jaką masz twardą głowę wystarczy, że przypomnę sobie wczorajszy dzień.
Od Justina :
"A tak wogóle co robisz?"
Do Justina:
"A co z tęskniłeś się? Hah nie no spać nie mogę, a ty?"
Długo nie musiałam czekać na wiadomość od szatyna. Ponieważ nawet nie zdążę zamknąć oczu, a już mój telefon zaczyna wibrować.
Od Justina:
"Jasne, że tak. Mam tak samo."
Po tym nie odpisałam mu już nic, ponieważ zasnęłam z telefonem w ręku.
~~~ Justin ~~~
Gdy wróciłem do domu, od razu zacząłem szukać swojego telefonu, ale nic z tego. Musiałem zgubić go wczoraj. Eh muszę zadzwonić i zobaczyć czy mają dla mnie jakieś zlecenie. Po szufladach zacząłem szukać jakiegokolwiek mojego starego telefonu. Tu nie, tu tez nie no do cholery gdzie ja pochowałem te wszystkie telefony?!
-Bingo!- Opłaciło się grzebać w tych szafkach. Wyciągnąłem stary model samsunga, uruchamiając go, a moim oczom ukazała się moja stara, tapeta, na której byłem ja Jaxon i moja mama. Patrzyłem jeszcze przez chwilę na tapetę, po czym szybko zacząłem wpisywać dobrze znany mi numer telefonu. Po trzech sygnałach usłyszałem ten głos, który już dawno chciałem zapomnieć.
-Halo.- usłyszałem gruby, a za razem potężny głos.
-To ja.- Wysyczałem do słuchawki, na co on tylko się roześmiał
-No proszę, proszę czyż to ty Justinie? Czyżby Justin Bieber powraca do pracy?- Ha wyczułem w jego głosie choć trochę nadziei.
-Nie tym razem. Ale powiedz mi, czy masz może jakieś wolne zlecenie?- Nie ukrywam, chętnie bym się rozerwał i nie ukrywam też, że kasa jest mi potrzebna.
-Może mam, może nie mam.- Nie chcą dalej tego słuchać przerwałem mu zanim dokończył to swoje idiotyczne zdanie.
-Masz, albo idę do kogoś innego.- Kevin dobrze wiedział, że ja byłem jego najlepszym pracownikiem, i gdyby nie ja poszedł by na dno.
-Dobra mam. Bądź jutro u mnie o dziesiątej, adres się nie zmienił po tych słowach zakończyłem połączenie i położyłem telefon koło siebie. Patrzyłem się prosto przed siebie, obiecałem sobie, że już do tego nie wrócę, a jednak. Z jednej strony chciałem być od tego jak najdalej, ale z drugiej bardzo mi tego brakowało. Mój wzrok od razu poleciał na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiąta. Została mi tylko godzina, zerwałem się z łóżka na równe nogi, w celu zejścia na dół. W dłoń chwyciłem kurtkę, i z szedłem do korytarza otwierając ogromną szafę, z której zakamarka wyciągnąłem,dużą czarną walizkę, która była cała zakurzona. Gdy chwyciłem za nią, wszystkie wspomnienia wróciły od razu do mnie. Wróciły do mnie wszystkie krzyki, wszystkie jęki i te wszystkie błagania o litość. Ale byłem takim człowiekiem, który nie wiedział co to znaczy. Pracowałem dla Kevina, i to przez niego stawałem się coraz, gorsza a za razem lepszą maszyną do zabijania. A Kevin? On odnosił z tego radość, ale to się zmieniło po tym jak zostawiłem go razem z tym jego syfem.
Otworzyłem czarną walizkę, biorąc broń w rękę, po czym odłożyłem, ją na miejsce, a broń schowałem do paska spodni. Założyłem na siebie skórzaną czarną kurtkę, chwyciłem w rękę jeszcze swoje klucze od samochodu, oraz od domu i wyszedłem zamykając go za sobą.
*
Po kilkunastu minutach drogi, dotarłem do wyznaczonego miejsca. Ostatni raz byłem tu trzy lata temu, i stwierdzam, że nic tu się nie zmieniło. Wyszedłem z auta kierując się w stronę zniszczonego budynku. Szkoda, że to tylko pozory, może i na zewnątrz jest cały poniszczony, ale to tylko po to, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Na to miast w środku wyglądało lepiej, niż nie jeden dom w Detroit.
-Kogo moje oczy widzą, Bieber wrócił.- Czy mówiłem wam już jak bardzo nienawidzę tego głosu? Wolę działać na własną rękę, no ale jeśli w grę wychodzi kasa wolę udać sie do Kevina.
-Daruj sobie.- Kevin i to jego wieczne poczucie humoru.- Lepiej, powiedz od razu co masz dla mnie.- Po śpieszyłem mężczyznę, czego on bardzo nie lubił.
-Wiesz jak bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie po śpiesza, ale dobra przymrożę na to oko.- Powiedział niebieskooki mężczyzna po czym wręczył mi kartkę, z adresem.
Bez słowa opuściłem parcelę, na której znajdował się budynek, i ruszyłem w stronę samochodu.
Gdy już znalazłem się w środku, od razu wyciągnąłem kartkę, którą złożyłem i wsadziłem do kieszeni w kurtce. Rozłożyłem kartkę tak, aby było widać cały adres. 'Phoenix 74/2'
Zaraz, zaraz przecież tam znajduje się Club Night, do którego chodzę zawsze z kumplami, do tej kartki doczepione było również zdjęcie mężczyzny. Bardzo dobrze go znałem, był w tym clubie barmanem, no ale cóż zalegał z kasą u Kevina, więc musiałem go wyeliminować. Odłożyłem kartkę obok na siedzenie i z piskiem opon ruszyłem w wyznaczone wcześniej miejsce.
*
Dojechanie do Clubu Night zajęło mi z jakieś pół godziny, doliczając te wszystkie światła i nie tylko.
Zgasiłem samochód siedząc jeszcze chwilę w środku wypuszczając głośno powietrze z ust przy tym ciągnąc za końcówki swoich włosów. Po chwili zdecydowałem się już wysiąść i ruszyłem prosto do clubu.
Ochroniarze bardzo dobrze mnie znali więc, bez problemu wślizgnąłem się do środka.
Normalnym krokami poszedłem do baru, przy którym stała blondynka w seksownym stroju.
- Dobra Bieber to nie czas na zabawę, skup się-. Tłumaczyłem sobie w myślach.
Podszedłem bliżej baru i usiadłem na jednym z krzeseł, dziewczyna tylko spojrzała na mnie z pod oka, a na jej twarzy pojawił się duży i cwany uśmiech.
Postanowiłem to zignorować i przejść od razu do rzeczy.
-Gdzie jest Mark?-Syknąłem do blondynki, a jej uśmiech naglę zniknął z twarzy.
-A ty co z psiarni?-Serio? Bez słowa przybliżyłem się do niej na tyle blisko, że przyłożyłem jej pistolet do skroni, może teraz zacznie gadać.- Nie każ mi strzelać, to co powiesz mi teraz gdzie on jest?- Kontynuowałem, dziewczyna tylko głośno przełknęła ślinę i kiwnęła głową, że się zgadza i powie mi gdzie znajduje się Mark.
-Powinien być na zapleczu już koło pięciu minut temu skończył swoją zmianę.-Na te słowa powoli zacząłem odsuwać broń od wystraszonej dziewczyny.
-Grzeczna dziewczynka.- To były ostatnie słowa skierowane w kierunku dziewczyny, ponieważ ruszyłem w stronę zaplecza.
Bez wahania wszedłem do pomieszczenia, zastając w nim chłopaka, którego szukałem.
-Mark.-Chłopak momentalnie odwrócił się w moją stronę.
-Znamy się?-Skrzywił się.
-Jestem od Kevina.-Na to imię twarz chłopaka momentalnie zrobiła się biała jak ściana. Zawsze tak było, że jego ofiary reagowały na jego imię tak samo.
-M-mówiłem, że oddam pieniądze jak będę tylko miał.-I jak zawsze ta sama wymówka, ale ta praca nauczyła mnie, że nie można mieć litości.
-Niestety termin mija właśnie.- Udawałem, że patrzę na zegarek.-Teraz.-Dokończyłem.
-A-ale ja na dziś nie mam.- To już dawało mi świadomość do tego, że to dla niego się dobrze nie skończy. Wypuściłem głośno powietrze z ust i powoli wyciągnąłem broń.
-Proszę nie zabijaj mnie, oddam jak tylko będę mógł.- Chłopak tylko klęknął przede mną i zaczął prosić mnie o litość. No proszę was znów się zaczyna! Bez chwili zawahania odblokowałem spust i wymierzyłem broń w stronę Marka. Chłopak spojrzał na mnie ostatni raz po czym, amunicja, która była w środku przebiła dokładnie środek jego głowy.
Po skończeniu zlecenia, zostawiłem ciało tam gdzie leżało. Oczywiście wcześniej zacierając wszystkie ślady, jakie mogłem zostawić i upozorowałem śmierć chłopaka tak, jakby popełnił samobójstwo. Szybko opuściłem budynek tylnim wyjściem i udałem się w stronę samochodu po czym odjechałem.
*
Po trzydziestu minutach drogi dojechałem do budynku, w którym szefem jest Kevin. Wysiadłem z samochodu i powiedziałem mu o wszystkim, oraz, że zabiłem go tak jak chciał. Mężczyzna tylko wręczył mi gotówkę, a ja od razu wyszedłem zostawiając go samego w jego gabinecie.
Po raz kolejny dziś wsiadłem do mojego samochodu i ruszyłem w stronę domu.
*
Po krótkim czasie podjechałem pod dom, i zadowolony z siebie ruszyłem w kierunku drzwi. Szybko wyciągnąłem klucze i otworzyłem je, w miedzy czasie ściągałem buty, które później rzuciłem gdzieś w kąt korytarza. A sam zmęczony udałem się w stronę swojego pokoju kierując się prosto do swojego łóżka.
Leżałem w samych bokserkach na łóżku nie mogąc usnąć,chwyciłem więc numer i postanowiłem napisać do Alice.
Do Alice:
"Hej, to ja Justin. To mój nowy numer, ponieważ tamten telefon zgubiłem".
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, ponieważ dostałem ją niemal od razu.
Od Alice:
'A ty co spać nie możesz? Oj kochany nie masz głowy do picia.'
Po dostaniu tej wiadomości wypełniłem cały mój pokój śmiechem.
Od razu chwyciłem telefon i odpisałem jej.
Do Alice:
"Oj zdziwiła byś się." Ta Bieber właśnie widzę, jaką masz twardą głowę, skoro nie pamiętasz jak znalazłeś się w pokoju Alice, ani gdzie zgubiłeś telefon.
DO Alice:
'A tak wogólę co robisz?" Nie czekając na odpowiedź wysłałem kolejną wiadomość.
Po pięciu minutach mój telefon od nowa zaczął wibrować i dobrze wiedziałem od kogo ta wiadomość.
Od Alice:
"A co z tęskniłeś się? Hah nie no spać nie mogę, a ty?" Po przeczytaniu tej wiadomości od razu na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, nawet sam nie wiedziałem dlaczego. To było dziwne i to bardzo.
Do Alice:
"Jasne, że tak. Mam tak samo." Po tym nie dostałem już, żadnej wiadomości więc uznałem, że po prostu dziewczyna usnęła, więc postanowiłem zrobić to samo. To był męczący dzień.
*****************
No i mamy 9 Rozdział mam nadzieję, że się podoba :))!! Proszę o komentarze, które motywują :))!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

