czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział 9

-Okej.Powiedziałam.- A i Justin.- Chłopak spojrzał się na mnie gdy już stał przy oknie i był gotowy do wyjścia.-Jutro jest sobota.-Szatyn tylko z rozbawienia pokręcił głową i wyskoczył przez okno. A ja w ciuchach położyłam się na łóżko, które ciągle pachniało perfumami Justina. Zaczęłam coraz bardziej wciągać zapach i myśleć o tym wszystkim, po czym zasnęłam, w ubraniach.
************************************************
Obudziłam się jakoś koło dwunastej, nie miałam siły na to, żeby się umyć
Więc chwyciłam piżamie w rękę i poszłam do toalety się przebrać. Gdy już to zrobiłam wróciłam na swoje łóżko i ponownie odblokowałam swój telefon. Zauważyłam, że mam nową wiadomość, wkurzyłam się bo myślałam, że to znów ten cały S.A.
Od Nieznany:"Hej, to ja Justin. To mój nowy numer, ponieważ tamten telefon zgubiłem". Od razu zapisałam sobie numer Justina  zwykłym "Justin". I od razu odpisałam mu.
Do Justina:
  ' Oj kochany nie masz głowy do picia.'Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, po czym zaczęłam się po cichu śmiać , aby nie obudzić nikogo.
Od Justina:
"Oj zdziwiła byś się." Ta właśnie widzę, jaką masz twardą głowę wystarczy, że przypomnę sobie wczorajszy dzień.
Od Justina :
"A tak wogóle co robisz?"
Do Justina:
"A co z tęskniłeś się? Hah nie no spać nie mogę, a ty?"
Długo nie musiałam czekać na wiadomość od szatyna. Ponieważ nawet nie zdążę zamknąć oczu, a już mój telefon zaczyna wibrować.
Od Justina:
"Jasne, że tak. Mam tak samo."
Po tym nie odpisałam mu już nic, ponieważ zasnęłam z telefonem w ręku.
~~~ Justin ~~~
Gdy wróciłem do domu, od  razu  zacząłem szukać swojego telefonu, ale nic z tego. Musiałem zgubić go wczoraj. Eh muszę zadzwonić i zobaczyć czy mają dla mnie jakieś zlecenie. Po szufladach zacząłem szukać jakiegokolwiek mojego starego telefonu. Tu nie, tu tez nie no do cholery gdzie ja pochowałem te wszystkie telefony?!
-Bingo!- Opłaciło się grzebać w tych szafkach. Wyciągnąłem stary model samsunga, uruchamiając go, a moim oczom ukazała się moja stara, tapeta, na której byłem ja Jaxon i moja mama. Patrzyłem jeszcze przez chwilę na tapetę, po czym szybko zacząłem wpisywać dobrze znany mi numer telefonu. Po trzech sygnałach usłyszałem ten głos, który już dawno chciałem zapomnieć.
-Halo.- usłyszałem gruby, a za razem potężny głos.
-To ja.- Wysyczałem do słuchawki, na co on tylko się roześmiał
-No proszę, proszę czyż to ty Justinie? Czyżby Justin Bieber powraca do pracy?- Ha wyczułem w jego głosie choć trochę nadziei.
-Nie tym razem. Ale powiedz mi, czy masz może jakieś wolne zlecenie?- Nie ukrywam, chętnie bym się rozerwał i nie ukrywam też, że kasa jest mi potrzebna.
-Może mam, może nie mam.- Nie chcą dalej tego słuchać przerwałem mu zanim dokończył to swoje idiotyczne zdanie.
-Masz, albo idę do kogoś innego.- Kevin dobrze wiedział, że ja byłem jego najlepszym pracownikiem, i gdyby nie ja poszedł by na dno.
-Dobra mam. Bądź jutro u mnie o dziesiątej, adres się nie zmienił po tych słowach zakończyłem połączenie i położyłem telefon koło siebie. Patrzyłem się prosto przed siebie, obiecałem sobie, że już do tego nie wrócę, a jednak. Z jednej strony chciałem być od tego jak najdalej, ale z drugiej bardzo mi tego brakowało. Mój wzrok od razu poleciał na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiąta. Została mi tylko godzina, zerwałem się z łóżka na równe nogi, w celu zejścia na dół. W dłoń chwyciłem kurtkę, i z szedłem do korytarza otwierając ogromną szafę, z której zakamarka wyciągnąłem,dużą czarną walizkę, która była cała zakurzona. Gdy chwyciłem za nią, wszystkie wspomnienia wróciły od razu do mnie. Wróciły do mnie wszystkie krzyki, wszystkie jęki i te wszystkie błagania o litość. Ale byłem takim człowiekiem, który nie wiedział co to znaczy. Pracowałem dla Kevina, i to przez niego stawałem się coraz, gorsza a za razem lepszą maszyną do zabijania. A Kevin? On odnosił z tego radość, ale to się zmieniło po tym jak zostawiłem go razem z tym jego syfem.
Otworzyłem czarną walizkę, biorąc broń w rękę, po czym odłożyłem, ją na miejsce, a broń schowałem do paska spodni. Założyłem na siebie skórzaną czarną kurtkę, chwyciłem w rękę jeszcze swoje klucze od samochodu, oraz od domu i wyszedłem zamykając go za sobą.
*
Po kilkunastu minutach drogi, dotarłem do wyznaczonego miejsca. Ostatni raz byłem tu trzy lata temu, i stwierdzam, że nic tu się nie zmieniło. Wyszedłem z auta kierując się w stronę zniszczonego budynku. Szkoda, że to tylko pozory, może i na zewnątrz jest cały poniszczony, ale to tylko po to, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Na to miast w środku wyglądało lepiej, niż nie jeden dom w Detroit.
-Kogo moje oczy widzą, Bieber wrócił.- Czy mówiłem wam już jak bardzo nienawidzę tego głosu? Wolę działać na własną rękę, no ale jeśli w grę wychodzi kasa wolę udać sie do Kevina.
-Daruj sobie.- Kevin i to jego wieczne poczucie humoru.- Lepiej, powiedz od razu co masz dla mnie.- Po śpieszyłem mężczyznę, czego on bardzo nie lubił.
-Wiesz jak bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie po śpiesza, ale dobra przymrożę na to oko.- Powiedział niebieskooki mężczyzna po czym wręczył mi kartkę, z adresem. 
Bez słowa opuściłem parcelę, na której znajdował się budynek, i ruszyłem w stronę samochodu. 
 Gdy już znalazłem się w środku, od razu wyciągnąłem kartkę, którą złożyłem i wsadziłem do kieszeni w kurtce. Rozłożyłem kartkę tak, aby było widać cały adres. 'Phoenix 74/2' 
Zaraz, zaraz przecież tam znajduje się Club Night, do którego chodzę zawsze z kumplami, do tej kartki doczepione było również zdjęcie mężczyzny. Bardzo dobrze go znałem, był w tym clubie barmanem, no ale cóż zalegał z kasą u Kevina, więc musiałem go wyeliminować. Odłożyłem kartkę obok na siedzenie i z piskiem opon ruszyłem w wyznaczone wcześniej miejsce. 
*
Dojechanie do Clubu Night zajęło mi z jakieś pół godziny, doliczając te wszystkie światła i nie tylko. 
Zgasiłem samochód siedząc jeszcze chwilę w środku wypuszczając głośno powietrze z ust przy tym ciągnąc za końcówki swoich włosów. Po chwili zdecydowałem się już wysiąść i ruszyłem prosto do clubu. 
Ochroniarze bardzo  dobrze mnie znali więc, bez problemu wślizgnąłem się do środka. 
Normalnym krokami poszedłem do baru, przy którym stała blondynka w seksownym stroju.
- Dobra Bieber to nie czas na zabawę, skup się-. Tłumaczyłem sobie w myślach.
Podszedłem bliżej baru i usiadłem na jednym z krzeseł, dziewczyna tylko spojrzała na mnie z pod oka, a na jej twarzy pojawił się duży i cwany uśmiech. 
Postanowiłem to zignorować i przejść od razu do rzeczy.
-Gdzie jest Mark?-Syknąłem do blondynki, a jej uśmiech naglę zniknął z twarzy. 
-A ty co z psiarni?-Serio? Bez słowa przybliżyłem się do niej na tyle blisko, że przyłożyłem jej pistolet do skroni, może teraz zacznie gadać.- Nie każ mi strzelać, to co powiesz mi teraz gdzie on jest?- Kontynuowałem, dziewczyna tylko głośno przełknęła ślinę i kiwnęła głową, że się zgadza i powie mi gdzie znajduje się Mark. 
-Powinien być na zapleczu już koło pięciu minut temu skończył swoją zmianę.-Na te słowa powoli zacząłem odsuwać broń od wystraszonej dziewczyny. 
-Grzeczna dziewczynka.- To były ostatnie słowa skierowane w kierunku dziewczyny, ponieważ ruszyłem w stronę zaplecza.
Bez wahania wszedłem do pomieszczenia, zastając w nim chłopaka, którego szukałem. 
-Mark.-Chłopak momentalnie odwrócił się w moją stronę. 
-Znamy się?-Skrzywił się. 
-Jestem od Kevina.-Na to imię twarz chłopaka momentalnie zrobiła się biała jak ściana. Zawsze tak było, że jego ofiary reagowały na jego imię tak samo. 
-M-mówiłem, że oddam pieniądze jak będę tylko miał.-I jak zawsze ta sama wymówka, ale ta praca nauczyła mnie, że nie można mieć litości. 
-Niestety termin mija właśnie.- Udawałem, że patrzę na zegarek.-Teraz.-Dokończyłem.
-A-ale ja na dziś nie mam.- To już dawało mi świadomość do tego, że to dla niego się dobrze nie skończy. Wypuściłem głośno powietrze z ust i powoli wyciągnąłem broń. 
-Proszę nie zabijaj mnie, oddam jak tylko będę mógł.- Chłopak tylko klęknął przede mną i zaczął prosić mnie o litość. No proszę was znów się zaczyna! Bez chwili zawahania odblokowałem spust i wymierzyłem broń w stronę Marka. Chłopak spojrzał na mnie ostatni raz po czym, amunicja, która była w środku przebiła dokładnie środek jego głowy. 
Po skończeniu zlecenia, zostawiłem ciało tam gdzie leżało. Oczywiście wcześniej zacierając wszystkie ślady, jakie mogłem zostawić i upozorowałem śmierć chłopaka tak, jakby popełnił samobójstwo. Szybko opuściłem budynek tylnim wyjściem i udałem się w stronę samochodu po czym odjechałem. 
*
Po trzydziestu minutach drogi dojechałem do budynku, w którym szefem jest Kevin. Wysiadłem z samochodu i powiedziałem mu o wszystkim, oraz, że zabiłem go tak jak chciał. Mężczyzna tylko wręczył mi gotówkę, a ja od razu wyszedłem zostawiając go samego w jego gabinecie.
Po raz kolejny dziś wsiadłem do mojego samochodu i ruszyłem w stronę domu. 
*
Po krótkim czasie podjechałem pod dom, i zadowolony z siebie ruszyłem w kierunku drzwi. Szybko wyciągnąłem klucze i otworzyłem je, w miedzy czasie ściągałem buty, które później rzuciłem gdzieś w kąt korytarza. A sam zmęczony udałem się w stronę swojego pokoju kierując się prosto do swojego łóżka.
Leżałem w samych bokserkach na łóżku nie mogąc usnąć,chwyciłem więc numer i postanowiłem napisać do Alice.
Do Alice:
"Hej, to ja Justin. To mój nowy numer, ponieważ tamten telefon zgubiłem".
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, ponieważ dostałem ją niemal od razu. 
Od Alice:
'A ty co spać nie możesz? Oj kochany nie masz głowy do picia.'
Po dostaniu tej wiadomości wypełniłem cały mój pokój śmiechem.
Od razu chwyciłem telefon i odpisałem jej.
Do Alice:
"Oj zdziwiła byś się." Ta Bieber właśnie widzę, jaką masz twardą głowę, skoro nie pamiętasz jak znalazłeś się w pokoju Alice, ani gdzie zgubiłeś telefon.
DO Alice:
'A tak wogólę co robisz?" Nie czekając na odpowiedź wysłałem kolejną wiadomość.
 Po pięciu minutach mój telefon od nowa zaczął wibrować i dobrze wiedziałem od kogo ta wiadomość.
Od Alice:
"A co z tęskniłeś się? Hah nie no spać nie mogę, a ty?" Po przeczytaniu tej wiadomości od razu na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, nawet sam nie wiedziałem dlaczego. To było dziwne i to bardzo. 
Do Alice:
"Jasne, że tak. Mam tak samo." Po tym nie dostałem już, żadnej wiadomości więc uznałem, że po prostu dziewczyna usnęła, więc postanowiłem zrobić to samo. To był męczący dzień.
*****************
No i mamy 9 Rozdział mam nadzieję, że się podoba :))!! Proszę o komentarze, które motywują :))!!!
   CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Rozdział 8

Od Nieznany:
'Ojć, nie wiem czy teraz będzie ci tak wesoło, ale od razu na zapas mówię ci nie ma za co"
Zupełnie nie rozumiałam treści tej wiadomości.
-Alice.- Usłyszałam znajomy dla mnie głos. No to już po mnie.
******************************************************************
-Alice, co on tu robi?!- Usłyszałam podnosząc się głos mojego brata. Z
nerwów przygryzłam środek policzka tak mocno, że poczułam krew w swoich ustach.
Justin, dalej siedział na podłodze, próbując wstać, ale mój cudowny brat pchnął go od nowa na ziemię.
-Kurwa co ty robisz?!- Mówił Justin, chwiejąc się nawet gdy, siedział.
-drzyjcie, się jeszcze głośniej, tak aby obudzić wujka!- chłopcy spojrzeli na mnie jak na jakąś debilke i dalej od nowa zaczęli dyskutować miedzy sobą.
Stałam i patrzyłam, jak dwaj idioci, gadają miedzy sobą, tak jakby mieli zaraz zabić się słowami. Oczywiście gdyby można było zabijać słowami, obaj już by nie żyli.
-Dobra Ali, pomóż mi go podnieść.- posłuchałam się brata i postanowiłam pomóc mu podnieść pijanego Justina z podłogi. Oboje z Zaynem trzymaliśmy Biebera pod ramieniem i zastanawialiśmy się gdzie, możemy go ukryć na czas dopóki nie wytrzeźwieje.
-Może twój pokój?- Zapytałam brata, a ten od razu mnie wyśmiał. Co do cholery jest w tym śmiesznego?!- Nie śmiej się, bo wujek przeważnie nigdy nie zagląda do twojego pokoju.- Namawiałam chłopaka jak tylko mogłam.
- Nie ma takiej opcji.- Zayn zaczął się bronić, ale już się przyzwyczaiłam do tego, że zawsze wychodzi na jego.
Prowadziliśmy szatyna po schodach, jak najciszej tylko możemy.
-Potrzymaj, go a ja otworzę drzwi do pokoju.- Tym razem miałam nadzieję, że Zayn mnie posłucha, ale gdy podeszłam do drwi, w celu otworzenia ich usłyszałam, głośny huk. Szybko odwróciłam się w stronę chłopców i zobaczyłam Justina leżącego na podłodze oraz Zayna, który stoi i się z tego śmieje  Walnęłam się w czoło z otwartej reki. No jak dzieci, a nawet gorzej!
piorunowałam chłopaka wzrokiem, na co szybko schylił się i zaczął podnosić szatyna. Po cichu otworzyłam drzwi do swojego pokoju i kiwnęłam ręka na znak, że Zayn może wprowadzać chłopaka do pomieszczenia. Stałam koło łóżka i dokładnie przeglądałam się chłopakom, mój wspaniały brat jak zawsze musiał zrobić na złość i gdy wprowadzał Biebera do mojego pokoju walnął nim o witrynę drzwi.
-Ups niechcący.- Proszę Cię przestań już się zachowywać jak dziecko Zayn! Krzyknął w myślach.
-Kurwa.- Z ust szatyna zaczęła wydobywać się wiązanka przekleństw. Szczerze nie zdziwiło mnie to.
Czarno włosy chłopak,doprowadził szatyna do łóżka i bez chwili za wahania rzucił go na nie. Na całe szczęście zdążyłam złapać Justina za rękę, ponieważ przez mojego głupiego brata o mało z niego nie zleciał. Poprawiłam chłopaka na łóżku i przykryłam go kołdrą, uchylają przy tym okno, ponieważ cały smród alkoholu z Justina przerzucił się na mój pokój.
Spojrzałam ostatni raz na szatyna biorąc przy tym swoje rzeczy i przy okazji Zayna za koszulkę i wyszłam z pokoju. Ale zaraz, zaraz ciągle coś nie dawało mi spokoju, nie dawno co mój brat i Justin razem współpracowali, a dziś? To było dziwnie musiałam jak najszybciej z nim pogadać.
Zeszłam na dół z bratem kierując się do kuchni, chłopak od razu wyczuł, że coś jest nie tak, bo zaciskał piąstki, zawsze tak robił.
-Musimy pogadać.- Powiedziałam do niego, miałam jeszcze sporo czasu, ponieważ szkoła zaczynała się dopiero za dwie godziny.
Chłopak usiadł na krześle, więc postanowiłam zrobić to samo i usiadłam na przeciwko niego.
Po chwili ciszy zaczęłam.
-Nic już nie rozumiem.-Powiedziałam bawiąc się swoimi palcami.
-Czego nie rozumiesz?- Usłyszałam za chrypnięty głos czarno włosego chłopaka.
-Jeszcze kilka dni temu, razem z Justinem byliście wielkimi 'wspólnikami'- Zrobiłam cudzysłów w powietrzu, bo nie wiedziałam jak nazwać ich pracę? O ile wogóle mogę, to jakoś nazwać.- A dziś? Wyglądało to tak jakbyś chciał go zabić, wyjaśnisz mi to?- Dodałam.
Chłopak spuścił wzrok na dół.
-To nie twoja sprawa, wogóle nie mieszaj się w moje sprawy, do cholery!.- Powiedział po chwili, a przy końcu zdania zaczął podnosić głos.
-To jest moja sprawa, nic mi nie mówisz praktycznie ciągle nie ma cie w domu! Znikasz na nie wiadomo ile! Jeszcze ja dostaję jakieś dziwne wiadomość! I nadal myślisz, że to nie moja sprawa?!- Nie wytrzymałam i pod wpływem emocji wyglądałam się na temat wiadomości od S.A.
-Jakie  wiadomości.- chłopak szybko podniósł głowę, patrząc mi w oczy, ale teraz ja spuściłam głowę w dół, cholera on nie miał się dowiedzieć.
-Nie ważne, ja już muszę iść.-Mówiłam zbierając swoje rzeczy z podłogi i idąc pośpiesznie w stronę korytarza. Chłopak złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.
- Trzymaj się z daleka od Biebera.- jego głos był nie tylko pewny siebie, ale i tez stanowczy. Nie dość, że nie chce mi nic wytłumaczyć to jeszcze będzie mi mówił z kim mam się widywać?! Jego nie doczekanie.
- Zaopiekuj się Justinem dopóki nie wrócę ze szkoły.- Po tych słowach wyrwałam się z jego uchwytu i wyszłam z domu. Została mi jeszcze godzina, do dzwonka na lekcje, wiec postanowiłam, że pójdę dziś dłuższą drogą.
Wyszłam z domu w złym humorze, wzięłam swojego Iphone do ręki podłączając do niego słuchawki, od razu razu włączając moją ulubioną piosenkę 'The Feeling". Obecnie przechodziłam koło domu Harre'go, dziwnie się czułam zawsze o tej godzinie przychodziłam po niego i szliśmy do szkoły razem, a dziś? To wszystko się zmieniło nie jest już jak kiedyś. Moje rozmyślenie przerwał mi niecodzienny widok, a mianowicie moim oczom ukazała się Cat w objęciach mojego przyjaciela! Ale jak to oni od zawsze się nie lubili, chodzi mi teraz bardziej o to, że bez żadnego konkretnego powodu kłócili się o nic! A teraz nagle są razem?! Coś mi tu nie gra.
-Cat!- Zawołałam, dziewczyna tylko odwróciła się w moją stronę i posłała mi zabójcze spojrzenie, i przysięgam gdyby spojrzenia mogły zabijać już dawno leżała bym martwa na tym chodniku. Kompletnie nie rozumiałam o co im chodzi. Z powrotem włożyłam słuchawkę do ucha i szłam przed siebie. Najpierw Harry a teraz Cat? O co im wszystkim chodzi?! Postanowiłam to przeanalizować jeszcze raz wszystko na spokojnie. Mój brat ma jakieś tajemnice znika, na cały dzień lub na kilka dni z domu, moi przyjaciele nie odzywają się do mnie, nie wiem nawet z jakiego powodu. Dostaje jakieś dziwne wiadomości, nawet nie wiem kto to jest ten cały S.A i tym bardziej nie wiem czego de mnie chce. Coraz bardziej zaczęło mnie to wszystko przerastać. Ale jedno jest pewne mam zamiar dowiedzieć się kim jest ten cały S.A i nawet już wiem kto mi w tym pomoże. 
Nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłam pod szkołę. Wypuściłam tylko głośno powietrze i wolnym tempem weszłam do środka.
Od Nieznany:
'Widzę, że nawet przyjaciele się od ciebie odwrócili, nie musisz dziękować. Miłego dnia'..
Ugh jak ten człowiek działa mi już na nerwy! Wyciągnęłam słuchawki z uszu i razem z telefonem włożyłam do torebki. Po czym udałam się w stronę szafki, wyciągnęłam wszystkie potrzebne książki na pierwszą lekcję, i równo z dzwonkiem udałam się na lekcje historii.
*
W czasie lunchu, poszłam na stołówkę. Podeszłam bliżej lady, na której były rozstawione różne dania. Wzięłam talerz i nałożyłam sobie sałatki, biorąc do tego zwykła niegazowaną wodę. Ruszyłam w stronę stołu przy, którym zawsze siedzieliśmy z Harrym i Cat, na całe moje szczęście nie było ich dziś na stołówce z czego niezmiernie się cieszyłam. 
Usiadłam wygodnie na krześle i zaczęłam jeść to co miałam na talerzu. 
Po skończonym daniu poszłam w stronę zwrotu naczyń i odłożyłam talerz, po czym zapłaciłam za swoje jedzenie i wyszłam. 
Poszłam szybkim tempem w stronę szafki, chowając wszystkie książki i biorąc ostatnie zeszyty jakie są na dziś mi potrzebne. 
~~~ Justin~~~
Obudziłem się z niezłym kacem, złapałem się za głowę i powoli podniosłem się do pozycji siedzącej przecierając swoje zaspane oczy. Po kieszeniach zacząłem szukać swojego telefonu, cholera nie ma go. No to barwo debilu przesrałeś telefon. Będę musiał kupić nowy, ale muszę załatwić więcej działek do sprzedania, lub wykonać jakieś specjalne zadania od "szefa". 
Ale zaraz, zaraz gdzie ja wogóle jestem?! To nie jest moje łóżko i to nie jest mój pokój!
- Widzę, że kac morderca.- usłyszałem ten denerwujący głos. No jeszcze mi jego tu brakowało
- Co ty tu robisz?!- głupi kutas, co on wogóle tu robi?! 
- Wydaje mi się, że mieszkam.- W głosie chłopaka można było wyczuć ironię.
Co ja wogóle robię u niego domu?! Nic z wczoraj nie pamiętałem. Gdy już miałem odpowiedzieć Zaynowi,ale drzwi do pokoju otworzyły się, a do pomieszczenia weszła drobniutka czarno włosa dziewczyna, ubrana w seksowną sukienkę. 
~~~Alice~~~
Po lekcjach od razu ruszyłam w stronę domu. o dziwo droga do niego wydawała mi się krótsza. Dzięki czemu szybciej się w nim znalazłam. Przekroczyłam próg drzwi, w korytarzu od razu ściągnęłam szpilki, które obecnie miałam na nogach, po czym od razu ruszyłam w stronę swojego pokoju. Delikatne załapałam za klamkę, którą zaczęłam przekręcać w celu dostania się do środka. Gdy już udało mi się dostać do pomieszczenia, to pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Justin siedzący bez koszulki na moim łóżku, a tuż obok niego stał z założonymi rękoma mój brat. Obaj skierowali swój wzrok na mnie.
-Hej.-Przywitałam się z nimi, a Justin posłał mi swój uśmiech. Natomiast Zayn jak nigdy podszedł do mnie i mnie przytulił?! To wydawało się dziwne.
Po chwili wydostałam się z uścisku mojego starszego brata i ruszyłam w stronę biurka w celu odłożenia torby, bez przerwy czułam na sobie wzrok Justina tak, jakby rozbierał mnie wzrokiem, i to dosłownie!
Gdy już moja torba znalazła się na miejscu, odwróciłam się w stronę chłopców, żaden z nich nie zmienił pozycji ani na chwilę. Ruszyłam w stronę łóżka siadając na jego skrawku. Po chwili ciszy zaczęłam.
-Ktoś do cholery powie mi o co tu chodzi?-Ani Zayn, ani Justin nie odpowiedzieli na moje pytanie, obydwaj spuścili głowy w dół unikając ze mną kontaktu wzrokowego.
-O chyba wujek mnie woła.-Powiedział Zayn i wyszedł z mojego pokoju. No przecież on jest taki dorosły!
Mój wzrok od razu przeniósł się na Justina, który siedział koło mnie, a jego wzrok nadal był spuszczony w dół.
-To chociaż ty Justin możesz mi powiedzieć o co chodzi?-Już nie wiedziałam jak mam do nich dotrzeć, żaden z nich nie odzywał się. A jeszcze przed tym pytaniem byli tacy rozgadani. Tak ich rozmowę było słychać na dolę.
- Nie mogę.-No super następny! Zachowują się jak dzieci!
-Nie to nie.-Chłopaka mina w tym momencie była bezcenna ponieważ myślał, że już więcej nic nie powiem.- I tak sama się dowiem, ale nie ważne na razie o to. Musisz mi pomóc.- Szaty momentalnie podniósł wzrok do góry.
- Czemu nie poprosisz o to swojego brata?- Jego jedna brew uniosła się do góry, co idealnie pasowało do jego chrypki.
- No bo nie dał mi dokończyć i niby, wiesz wujek go wołał.- Machałam rekami i cytowałam jego słowa. Chłopak zaczął się tylko śmiać i złapał się za głowę.- Alice, chciałem cię przeprosić za to, co wcześniej powiedziałem i za to, że cię obraziłem.- Nie wierze, czy właśnie pan Justin Bieber mnie przeprosił? Znam go krótko, ale już zdążyłam poznałam jego dwie twarze. Jedna jest taka, kochana, miła i czuła. A druga? To zwykły skurwiel, który bawi się każdym.
Moja głowa automatycznie spuściła się w dół. Chłopak szybko przybliżył się do mnie, i swoją prawą ręką chwycił za mój podbródek i delikatnie go uniósł.
I właśnie w tym momencie zatraciłam się  w jego cudownych tęczówkach.
-Pomogę ci.-Odpowiedział chłopak ciągle patrząc mi prosto w oczy. Od krząknęłam niezręcznie i podeszłam do torebki w celu wyciągnięcia telefonu, ale też myślałam o tym, że nie mogę pozwolić sobie na chwilę słabości. Będę traktowała Justina jako zwykłego kolegę lub przyjaciela, ale nikogo więcej. Po chwili wróciłam na łóżko, gdzie siedział chłopak i dałam mu  telefon z włączonymi wiadomościami. Justin dokładnie przeanalizował każdą treść, i coraz bardziej rozszerzał oczy.
- I w czym dokładniej ja mam ci pomóc?-Szatnym, zapytał oddając mi telefon.
-Chcę, żebyś pomógł mi ustalić kto wysyła do mnie te wiadomości.- Mój głos brzmiał stanowczo, ponieważ skończyła się już ta głupia zabawa.-A i co do tamtego dnia to przeprosiny przyjęte.- Odpowiedziałam śmiejąc, się razem z szatynem.-To co wchodzisz w to?-Zapytałam po tym jak skończyliśmy się śmiać, ponieważ bolały nas już brzuchy.
- Już ci powiedziałem, że ci pomogę.-Szatyn mówił poprawiając swoje włosy na ślepo.- Ja już się będę zbierał, dzięki za przetrzymanie i wogólę.-Chłopak zaśmiał się jeszcze raz.- Jutro przyjadę po ciebie do szkoły, i przy okazji opowiesz mi od czego mam te wszystkie siniaki.-I teraz to ja wybuchłam śmiechem ponieważ przypomniało mi się, że mam zdjęcia chłopaka z rana jak był kompletnie pijany.
- Okej.Powiedziałam.- A i Justin.- Chłopak spojrzał się na mnie gdy już stał przy oknie i był gotowy do wyjścia.-Jutro jest sobota.-Szatyn tylko z rozbawienia pokręcił głową i wyskoczył przez okno. A ja w ciuchach położyłam się na łóżko, które ciągle pachniało perfumami Justina. Zaczęłam coraz bardziej wciągać zapach i myśleć o tym wszystkim, po czym zasnęłam, w ubraniach.
************************************************
No i mam 8 rozdział mam nadzieję, że wam się podoba :)))!!!! Widzimy się jużw następną sobotęlub niedzielę :)))))!!!!! Już jest ponad 200 wyświeleń na blogu dziękuję!!!! :)))
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
  PS PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY!

wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 7

Chcesz mi powiedzieć, że byłam dla ciebie tylko zabawką i, że przychodziłeś do mnie jak chciałeś się zabawić?! I że nigdy mnie nie kochałeś?!- Myślałem, że dziewczyna zaraz się popłacze. Czy ona na serio myślała, że z tego coś będzie?! No to się myliła.
-Owszem masz rację, tylko po to.-Skończyłem się ubierać i opuściłem dom tej suki kierując się prosto do clubu, gdzie zawsze spotkałem się ze swoimi kumplami. A ta suka Alice jeszcze sama przyjdzie do mnie na kolanach.
***********************************************************************************
~~~ Justin~~~
-Yo, Bieber.- Uśmiechnąłem się na widok swojego przyjaciela.
-Siema, Stary.- Podszedłem bliżej Matta i przywitałem się z nim naszym słynnym 'żółwikiem'
- Dwie kolejki czystej, proszę.- Usłyszałem głos kolegi, który z podnieceniem przyglądał się, dziewczynie, która stała za ladą baru. Matt posłał jej oczko, a ona tylko uśmiechnęła się do niego, na co ja wybuchnąłem śmiechem, a chłopak uderzył mnie w ramie, po czym podniosłem ręce do góry w geście obronnym.
-I tak nie zamoczysz.- Powiedziałem ciągle śmiejąc się z Matta. Chłopak tylko mruknął coś pod nosem.
Po jakimś czasie, dziewczyna przyniosła nasze zamówienia, a po krótkiej chwili dostałem wiadomość. Miałem nadzieję, że to ta dziwka Alice. Ostrożnie wyciągnąłem swój telefon po czym wszedłem na pocztę.
Od Matta :
' Zakład, że ją zaliczę ? '
Spojrzałem tylko na chłopaka z uniesioną brwią i mu od pisałem.
Do Matta :
'Serio siedzisz koło mnie i piszesz do mnie wiadomości? Nie mogłeś mi tego powiedzieć?' Wysłałem mu wiadomość, serio zachowujemy się jak te wszystkie nastolatki, które po za telefonem życia nie widza.
Od Mata :
' Co ty chcesz, żebym spłoszył taką sarenkę?!' Nie mogłem już wytrzymać i wypełniłem cały club swoim śmiechem. Matt z piorunował mnie wzrokiem i od nowa chwycił za telefon. Już wiedziałem, że zacznie mnie opierdalać przez wiadomości.
Przecież to takie dorosłe Matt! Krzyknąłem w myślach.
Od Matta :
' załóżmy się o to, ze jeśli ty przegrasz ja prześpię się z Alice, a jeśli ty wygrasz oddam ci swój samochód?'
Nie mogłem pozwolić na to, żeby mój przyjaciel przesłał się z Alice, po moim trupie! Ale musiałem się zgodzić na to, żeby nie pomyślał sobie, ze mi na niej zależy czy coś bo tak nie jest. Nie zależy mi na Alice. Chyba. Nie, nie zależy pamiętaj Bieber, ze to ona wyrzuciła twoje rzeczy przez okno razem z telefonem, i uderzyła cie w twarz. Chociaż nie będę ukrywał należało ci się to, ale i tak ci na niej nie zależy to zwykła suka.
Do Matta :
'Dobra'
Brawo Bieber pogrążaj się dalej.
Dokładnie obserwowałem każdy ruch Matta, chłopak podszedł do kelnerki i  jej coś na ucho  szepnął po czym  zniknęli na górze. Analizowałem wszystko jeszcze raz na spokojnie, po czym usłyszałem zanany mi głos nad uchem.
-Wygrałem.- Powiedział Matt po czym zniknął na górnym piętrze.
Moje piąstki, zacisnęły się tak mocno, ze  moje knykcie stały się białe.
- Dwie butelki whisky.- Powiedziałem stanowczym głosem. Nie mogłem pozwolić na to, zęby on zrobił to z nią, mógł sobie wziąć Jade, ale nie Alice.
To dla niej byłoby za wcześnie. Oh Bieber przestań już o niej myśleć i po prostu idź się baw.
Wziąłem jedna butelkę z wódką i ruszyłem na parkiet przyłączając się do jakiś dziewczyn, które nie pogardziły moim towarzystwem. Bieber musi się zabawić, no i muszę przestać na siebie mówić Bieber.
~~~ Alice ~~~
Leżałam ciągle na łóżku przekręcając się z boku na bok, nie mogąc spać. Chwyciłam za telefon i wybrałam numer do Harrego.
No odbierze modliłam się w duchu.
-Halo.- Usłyszałam po drugiej stronie słuchawki, zaspany głos przyjaciela.
-Hej.- Powiedziałam nieśmiała, ponieważ nie wiedziałam jak chłopak zareaguje.
- O Hej.- głos chłopaka wydał mi się obojętny, tak jakby nie chciał ze mną rozmawiać.
Między nami zapanowała niezręczna cisza. Nigdy tego nie lubiłam, a co najdziwniejsze, zawsze ale to zawsze w naszych rozmowach z Harrym nie było miejsca na takie ciszę, zawsze mieliśmy sobie coś do powiedzenia, dlatego też nie wiedziałam co w tej sytuacji robić.
-Co robisz?- Postanowiłam zakończyć już tą przerwę po między nami, która stawała się coraz bardziej wkurzająca.
-śpię?- Chłopak odpowiedział pytaniem na pytanie. No a jak myślisz Alice co robi się o drugiej nad ranem, poza tym, że jutro jest szkoła?! Śpi się. No to brawo dla ciebie Alice.
-Tak wiem to było głupie pytanie, eh Może przejdę od razu do szczegółów. Mógł byś przyjść?-Miałam nadzieję, że Harry mi nie odmówi, zawsze jak go potrzebowałam to przychodził.
-Heh, dlaczego nie po prosisz o to Cat?!- nie ukrywam jego reakcja mnie zaskoczyła.- Nie mam czasu a poza tym muszę wstać rano bo jest szkoła, więc nie przyjdę.- Po tych słowach chłopak zakończył połączenie. Bez ruchy ciągle trzymałam telefon przy uchu, nie spodziewałam się tego po nim. Nadal nie rozumiałam tego dlaczego on w stosunku do mnie się tak zachowuje. Czy zrobiłam mu coś? Lub nie tak powiedziałam? Ale jak bym zrobiła takie coś to od razu by mi powiedział, my nigdy nie mieliśmy przed sobą, żadnych tajemnic i nadal nie mamy. Chyba? A nie chciałam dzwonić do Cat bo tak na prawdę ona nie brała nic na poważnie. Wszystko odbierała jak zwykły żart i dlatego nie lubiłam jej się zwierzać ze swoich problemów. Ale to nie tak, że mam lub miałam przed nią tajemnicę, mówię jej o swoich problemach i ogólnie o wszystkim, ale ona się później z tego śmieje. Tak jakby cały czas była pod wpływem jakiś narkotyków i nawet czasami zastanawiam się czy nie zrobić jej takich testów! Dobra  idę spać bo już niedługo do szkoły muszę wstać, a nic nie spałam.
Przekręciłam się na brzuch z nadzieją, że uda mi się usnąć ale nic z tego nie wyszło. Nie już dziś nie zasnę, nie ma takiej opcji. Ostrożnie podniosłam się z łóżka i wstałam na równe nogi, podeszłam do szafy, aby wziąć ubrania na dziś. To co, że jest dopiero druga nad ranem, ale Alice jak zawsze ma jakiś problem! wzięłam wyciągnęłam moją ulubioną sukienkę, która była na dole cała kremowa, a góra była wycięta w kształcie litery V, który był koloru czarnego. Poszłam do toalety najpierw wchodząc pod prysznic, od razu odkręcając ciepłą wodę. W swoje ciało wtarłam żel, o zapachu wanilii, po czym to samo zrobiłam to samo z włosami, bardzo dobrze je wymyłam po czym zaczęłam płukać swoje ciało łącznie z włosami.
Szybko wyszłam z kabiny i owinęłam swoje ciało delikatnym i miękkim ręcznikiem, po czym zabrałam się za robienie makijaży. Wyciągnęłam kosmetyki i zaczęłam nakładać na twarz podkład, którym zakryłam swoje wory pod oczami. Następnie zrobiłam kreski eyelinerem, po czym nałożyłam tusz na rzęsy. Gdy już skończyłam schowałam je z powrotem na ich miejsce, po czym starannie zaczęłam wycierać swoje ciało i założyłam na siebie wybraną wcześniej sukienkę. Później natomiast zajęłam się swoimi włosiami, ściągnęłam z nich już wilgotny ręczni, który powiesiłam go na swoim miejscu, aby mógł wyschnąć. Sięgnęłam po szczotkę i starannie rozczesałam każde pasmo swoich włosów, następnie wzięłam suszarkę, od razu podłączając ją do kontaktu i dokładnie zaczęłam suchyć swoje długie kręcone włosy. Po skończeniu odłożyłam suszarkę i włączyłam prostownicę, prostując je. Szczerze nienawidziłam swoich kręconych włosów, ponieważ nie mogłam zrobić sobie żadnej innej fryzury i to mnie denerwowało najbardziej.
Po skończeniu przygotowań do szkoły postanowiłam zejść na dół i przygotować sobie śniadanie tak jak nigdy, nigdy nie jem śniadania. Po cichu zeszłam po schodach, kierując się od razu do kuchni.
-Alice?- Myślałam, że dostanę zawału! Co on tu robi?!
-Co ty tu robisz?!- Ten człowiek zawsze ma wyczucie czasu! Ale zaraz, zaraz czy on nie jest czasmi pijany?! Jeszcze lepiej!
-Nie cieszysz, się że mnie widzisz- Jego uśmiech pokrył jego całą twarz, w tym momencie wyglądał przerażająco.
-Nie!- Uniosłam głos, zapominając, że wujek i mój brat już są w domu, i że śpią.
Chłopak na moją odpowiedź wybuchł głośnym śmiechem, nie chciałam żeby nikogo obudził więc podbiegłam do niego i położyłam na jego ustach moją rękę.
-Zabierz tą rękę.-Chłopak strącił moją rękę z jego ust.
-Wyjdź stąd!.-Powiedziałam pół szeptem.
Chłopak powoli wstał na równe nogi, po czym zachwiał się i upadł na tyłek.
Wyglądał tak śmiesznie, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Alice pomóż mi stać.- Jęczał chłopak, który ciągle próbował się podnieść, ale u to nie wychodziło. Szybko sięgnęłam po telefon i zaczęłam robić mu zdjęcia. Dobra postanowiłam nie być taka wredna, chociaż przez chwilę, więc podałam mu rękę. Ale niestety miałam w sobie za mało siły i chłopak upadł ponownie ciągnąc mnie na dół za sobą. Dzięki BIEBER! wrzasnęłam w myślach.
Szybko podniosłam się z ziemi i tym razem staranniej przyłożyłam się do tego, żeby podnieść tego pana z mojej podłogi.
Bieber podczas ponownej próby, wywalił się na podłogę. Naglę poczułam jak na stole zaczął wibrować mój telefon podeszłam do niego i odczytałam wiadomość.
Od Nieznany:
'Ojć, nie wiem czy teraz będzie ci tak wesoło, ale od razu na zapas mówię ci nie ma za co"
Zupełnie nie rozumiałam treści tej wiadomości.
-Alice.- Usłyszałam znajomy dla mnie głos. No to już po mnie.
******************************************************************
 No i mamy 7 rozdział miał być w niedzielę, ale jakoś napisałam go wcześniej. 8 rozdział pojawi się już w niedzielę . Mam nadzieję, że wam się podoba :)!!!!! Proszę o komentowanie rozdziałów bo to bardzo motywuję do dalszego pisania :))).
PS PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY!!!!!!!!!
        CZYTASZ = KOMENTUJESZ!



 

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 6

Chłopak bez żadnego słowa opuścił mój pokój. Powoli podeszłam do okna, aby je zamknąć, i przy okazji spojrzeć, czy chłopak dał rade zejść. Ale ku mojemu zaskoczeniu chłopaka już nie było.
Szybko podeszłam do łóżka siadając na nim przeczesując przy tym swoje włosy ręką, gdy nagle poczułam jak telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować.
Leniwie wyciągnęłam go z kieszeni i odczytałam wiadomość.
'Ciekawe co powie twój brat na to, gdzie wczoraj byłaś i, że o mały włos nie zginęłaś? Albo ciekawe co powie na to, że go wczoraj śledziłaś? Dobranoc śpij dobrze. S.A'
Jeszcze tylko jego mi tu brakowało! Wypuściłam głośno powietrze z ust po czym z pozycji siedzącej znalazłam się w pozycji leżącej. Byłam już tym wszystkim zmęczona.
 **********************************************************
Rano obudził mnie dźwięk budzika w telefonie. Otworzyłam leniwie oczy, przecierając rękoma delikatnie swoją twarz.  Po czym jęknęłam ze zmęczenia, które ogarniało moje ciało. Kiedy ten tydzień się skończy?! Dłuży mi się niesamowicie. Leżała jeszcze trochę wpatrując się w sufit, po czym wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać wszystkie
portale społecznościowe, na których byłam zalogowana. Długo cię tu nie było Ali, no to super teraz zaczynam gadać sama do siebie i to jeszcze w myślach, no po prostu Brawo. Zamknęłam jeszcze na chwilę oczy ciesząc się tą ciszą, która mnie otaczała ale, która też nie trwała długo, ponieważ po całym moim pokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu. Jęknęłam w myślach, i powoli odblokowałam go.
Dostałam wiadomość, byłam przekonana, że to może S.A lub Cat, ale to co przeczytałam zamurowało mnie.
Od Nieznany:
'Otwórz okno, bo nie żeby coś ale zimno jest!'
On sobie chyba żartuje w tym momencie! Dobrze wiedziałam od kogo ta wiadomość.
Do Nieznanego:
'Ty sobie chyba w tym momencie ze mnie żartujesz! Nie mam zamiaru cię wpuszczać do środka!'
I co może mam mu jeszcze herbatę i ciastka na stół postawić?! Niech zapomni. Ten człowiek dobrze wie jak podnieść mi  ciśnienie.
Po chwili znów rozległ się dźwięk mojego telefonu, na co jeszcze głośnej jęknęłam.
Od Nieznany :
'Dobra to sam sobie wejdę.'
Po przeczytaniu tej wiadomość szybko poderwałam się z łóżka i podbiegłam do okna, żeby jak najszybciej zamknąć, aby chłopak nie mógł wejść do środka. Bardzo szybko zamknęłam wszystkie okna w domu łącznie z balkonem i zadowolona wróciłam do swojego pokoju, uchyliłam delikatnie drzwi po czym chciałam już wejść do środka, ale wszystko we mnie zaczęło się gotować gdy zobaczyłam pewnego niechcianego osobnika w moim pokoju, który na dodatek siedział na MOIM łóżku!
-Jak ty tu wlazłeś?! Przecież to nie możliwe! Zamknęłam wszystkie okna tak, abyś nie mógł znaleźć się w środku!-Wrzeszczałam na cały dom, ale nie bałam się, że kogoś obudzę ponieważ wujek włóczył się od rana gdzieś po mieście, a mój brat jak zawsze wychodził z domu nawet nie mówiąc gdzie idzie. Spojrzałam na chłopaka a ten tylko głupio się śmiał.- Przestaniesz się śmiać i odpowiesz na moje pytanie?!- Chłopak nagle z poważniał po czym spojrzał na mnie teraz z jeszcze lepszą  dokładniej mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Jego oczy, w które mogłabym wpatrywać się godzinami, jego dołeczki, które ukazują się przy jak najmniejszym uśmiechu chłopaka, w których mogła bym zamieszkać, jego pełne malinowe usta, które... Zara, zaraz Alice co ty gadasz ogarnij się dziewczyno! Pamiętaj, że to przez niego twój brat handluje i zażywa narkotyki!
-Zapomniałaś zamknąć drzwi.- Po tych słowach chłopak już nie wytrzymał i wybuchł jeszcze głośniejszym śmiechem niż wcześniej!
A ja co spaliłam się ze wstydu! Jak ja mogłam zapomnieć o drzwiach?! Brawo Alice wyszłaś na totalną idiotkę.
Oddychaj głęboko i nie daj się sprowokować.
-Możesz już sobie iść! Wogóle nie wiem po jaką cholerę tu przylazłeś.-Byłam zła na chłopaka znamy się zaledwie tydzień, a ten myśli, że jesteśmy jakimiś wielkimi przyjaciółmi. Nawet za wszystkie pieniądze świata nie chciałabym mieć go nawet za znajomego. Ciągle stała koło drzwi, patrząc ciągle na chłopaka, który jak widać dobrze się bawił!
Justin delikatnie podniósł się z łóżka idąc w moją stronę. Mój wzrok ciągle mierzył każdy jego najmniejszy ruch.
Brunet stał już kilka centymetrów ode mnie, a jego głowa zaczęła znajdować się coraz bliżej mojej tak, że już czułam jego oddech na swojej skórze. Nasze usta dzieliły za ledwie centymetry, moje serce zaczęło przyspieszać a po skórze przechodzić przyjemne ciarki. Przestrzeń po między nami zaczęła robić się coraz mniejsza i mniejsza. Mogłam już poczuć jego perfumy, które tak idealnie pachniały. Nasz usta już prawie się spotkały, na co szybko odzyskałam świadomość i odepchnęłam chłopaka od siebie.
-Nigdy więcej tego nie rób.- Powiedziałam przez zaciśnięte zęby ze złością, ale i z jadem w głosie. Chłopak nawet nie drgnął tylko zacisnął piąstkę. Przygryzłam wnętrze policzka po czym wyminęłam bruneta, który nadal stał bez ruchu, podeszłam do szafy i wybrałam ubrania po czym następnie weszłam do toalety zamykając się w niej.
~~~Justin~~~
Już prawie i nasze usta by się spotkały, tak mało brakowało. To była pierwsza dziewczyna, która mnie od siebie odtrąciła, i to było pociągające w niej. Nie była taka jak inne, które śliniły się na mój widok, ale też nie należała do tych, które od razu wskakują mi do łóżka. Tak szczerze to jest strasznie trudna do rozgryzienia. Wczoraj jeszcze była miła i ze zmartwieniem opatrywała mi ranę, a dziś? Była zimna, oschła i wredna. Co z nią jest nie tak? Okresu dostała czy jak?
Dziewczyna weszła do toalety więc, postanowiłem to wykorzystać i rozejrzeć się po jej pokoju. Robiłem to po cichu, żeby dziewczyna mnie nie słyszała, bo dostał bym jeszcze opierdol za to, że się ruszyłem lub za to, że oddycham. Delikatnie brałem wszystkie ramki do ręki jakie stały na szafce i zacząłem oglądać zdjęcia dziewczyny. Na jednym ze zdjęć stała dziewczyna i jak się nie mylę jej wujek,i ten fiut Zayn. Brunetka była bardzo ładnie ubrana, jak na jakąś uroczystość. Przejrzałem wszystkie zdjęcia Alice i na każdym z kolejnych zdjęć powtarzały się te same osoby, jej wujek jej brat i ona. Nigdzie nie było widać jej rodziców.
-Co ty robisz?!- Usłyszałem za sobą ten piskliwy głosił, który próbuje być  groźny.
-Ładnie wyglądałaś na tych zdjęciach.- Dziewczyna nie odpowiedziała nic tylko podeszła bliżej mnie i chwyciła jedno ze swoich zdjęć. Wpatrywałem się w nią, czekając przy tym na jej kolejny gest.Na jej twarzy pojawił się ogromny szczery uśmiech, a z oczu zaczęły wydobywać się słone łzy. I to właśnie w tej chwili Pani Bieber nie wie jak się zachować, ani co powinien zrobić. Nigdy nie byłem jakimś specjalnie romantykiem, i nigdy nie wiedziałem co zrobić, jeśli dziewczyna płacze. Więc nadzwyczajnie w świecie przytuliłem ją od tyłu kładąc swoją  brodę, na jej ramieniu. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna nie wyrywała się, tylko odwróciła się w moja stronę przez chwilę patrząc w moje oczy. Widziałem w nich, smutek, żal i rozpacz. Wyglądała na bardzo zmęczoną tym wszystkim. Przytuliłem ją bardziej, a ona tylko schowała głowę w moja pierś. Brawo Bieber będziesz miał mokrą koszulkę, od łez.
-Już ci.- Uspokajałem brunetkę, on tylko cicho pociągnęła nosem i otarła swoje oczy, rozkazując przy tym swój tusz do rzęs.
- Kto wogóle pozwolił ci ruszać moje rzeczy?!- No i proszę stara Alice wróciła, a zapowiadało się tak fajnie.
- Musisz być, aż taka wredna?!- Mój głos zaczął się unosić, za co od razu siebie skarciłam. Ponieważ dziewczyna dopiero co przestała płakać. Spokojnie Bieber, tylko spokojnie.
- Nie dotykaj już nic więcej! Rozumiesz?! Po co wogóle tu przyszedłeś?!- Jej głos przepełniony był cały jadem, i złością. No serio czy ta baba ma okres?!
- Kobieto czy ty czasami okresu nie masz?!- Już nie wytrzymałem, mój głos rozbrzmiał w  całym pokoju. Dziewczyna nie powiedziała nic tylko wpatrywał się we mnie ze  zdziwieniem.- Twoje humorki zmieniają się co 5 minut! Masz okres, czy może w ciąży jesteś?!- I ta mina dziewczyny była bezcenna, a mogłem zrobić zdjęcie.
- A od kiedy ty się o mnie tak kurwa martwisz?!- Bieber przeginasz. Przestań. Mówiła mi moja podświadomość.
- A może pierw z tobą trzeba chodzić, a dopiero później się ruchasz?!- Bang Bieber uderzyłeś w czuły punkt, każdej normalnej dziewczyny.
Nagle na policzku poczułem mocne szczypanie. Spojrzałem na dziewczynę, i powiem wam, że gdyby spojrzenie mogło zabijać już bym nie żył. No to Bieber kop sobie dół na trumnę.
- Wynoś się stąd! Słyszysz! Idź stąd! Nienawidzę cię! Spierdalaj!- Alice krzyczała przez łzy. Po raz kolejny Bieber brawo spierdoliłeś sprawę.
- Alice...- Dziewczyna nie dała mi dokończyć, ponieważ podeszła do okna i otworzyła je na całą szerokość, od razu wyrzucając przez nie moje rzeczy.
-Wynoś się.- Powiedziała ostrym głosem. Spojrzałem na nią ostatni raz po czym wyskoczyłem przez okno.
Upadłem na nogi po czym skrzywiłem się z bólu. Ostatni raz spojrzałem na okno dziewczyny, które było już zamknięte, a rolety były zasłonięte.
Udałem się do swojego samochodu, siadając od razu na miejscu kierowcy. Ze schowka wyciągnąłem paczkę papierosów po czym odpaliłem jednego, a paczkę rzuciłem na fotel obok. Czułem jak tytoń rozpływa się w moich płucach, a moje ciało nagle ogarnął wielki spokój. Głupia suka, jeszcze sama do mnie zadzwoni.
Powoli wyciągnąłem telefon ze swojej kieszeni i wybrałam dobrze znany mi numer.
No odbierz kurwa. Mówiłem w myślach czekając, aż osoba odbierze.
- Halo.- Usłyszałem głos, który rozbrzmiał w słuchawce, i mimowolnie na moje usta wkradł się chytry uśmiech.
- Tu Justin, jesteś w domu?- Musiałem jakoś to od reagować a Jade, dobrze wiedziała co potrzebuje.
-Tak..- Nie dałem dziewczynie dokończyć.
-Tyle mi wystarczy, zaraz będę u ciebie.-Po tych słowach rozłączyłem się i jak najszybciej ruszyłem.
Mój licznik przekraczał już 200/h. Od zawsze lubiłem szybką jazdę, wogóle uwielbiam wszystko co jest związane z adrenaliną.
*
Po jakiś 30 minutach byłem na miejscu, wysiadłem z auta nawet go nie zamykając. Za bardzo byłem wkurzony, żeby to zrobić.
Gdy dotarłem do drzwi zapukałem z całej siły czekając, aż ktoś mi ich nie otworzy.
-Część.- Powiedziała radośnie dziewczyna, która stała w samym szlafroku ponieważ dobrze wiedziała co za chwilę, ma się wydarzyć. Na sam widok oblizałem usta. Bez żadnego słowa wszedłem do domu osiągając buty.
Dziewczyna patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Bieber wiesz, że nie jestem twoją własnością, prawda?- I tu się mylisz głupia suko. Nie odpowiedziałem jej nic tylko wpiłem się w jej usta po czym wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni.
*
~~~Alice~~~
Jak on mógł wogóle takie coś powiedzieć?! Zwyczajny dupek i tyle, a już zaczynałam się do niego przekonywać i nawet go trochę lubić. Ale teraz poznałam jego dwie twarze i z nienawidziłam go jeszcze bardziej. Leżałam na łóżku z twarzą w poduszce dusząc się własnymi łzami. Mamo dlaczego nas zostawiłaś?! Już przez dłuższy czas udawałam, że sobie ze wszystkiego radze, ale tak wcale nie jest. Proszę wróć nie zostawiaj mnie ani Zayna. Na tą myśl coraz bardziej zaczęłam dusić się łzami i coraz więcej, zaczęło wypływać mi z oczy.
Czy to wszystko musi być takie chore?! Czy to wogóle możliwe, żeby moje życie tak szybko zmieniło się w piekło?! Najpierw jakiś S.A potem trafiłam na tego debila Justina i jeszcze ta sprawa z moim bratem. Mam już tego wszystkiego dość! Nie skończyłam nawet jeszcze osiemnastu lat a mam takie problemy, jak dużo starsze ode mnie osoby. Czy Bóg aż tak bardzo mnie nienawidzi?! Całe moje życie to jakaś chora gra, w której ktoś na górze pociąga za sznurki i decyduje o tym co i kiedy się stanie i kto kiedy coś powie! To jest chore!
Nagle do mojego pokoju, ktoś wszedł podniosłam delikatnie głowę, szybko wybierając oczy, żeby nie było widać, że płakałam.
-Alice co się stało? Płakałaś?.- Głos Zeyna rozbrzmiał mi w uszach jak echo.
- Nic się nie stało i nie, nie płakałam.- Powiedziałam ostro nie chciałam z nim rozmawiać. Nie chciałam rozmawiać z nikim chciałam po prostu być sama.
- Do cholery powiedz mi! Martwi się!-Jego głos się podniósł, na co się wystraszyłam.
- A od kiedy to ty się Kurwa o mnie martwisz?!- Od kiedy to Pan, który nigdy nie miał dla mnie czasu się martwi?!
- Od zawsze bo jesteś moja siostra!- przekrzykiwaliśmy się nawzajem.
- Jakoś od zawsze nie masz dla mnie czasu, a teraz nagle się martwisz?! Pff wyjdź, bo zacznę wierzyć, że się zmieniasz.- Przyznam nie jestem za miła ale to wszystko przez Justina, który zniszczył mi ten super humor dziś.
Chłopak bez słowa opuścił mój pokój trzaskając drzwiami. Od nową położyłam się na łóżko, i postanowiłam przespać cały dzień. Nie zamierzam pójść do szkoły.
*
~~~Justin~~~
Po skończeniu naszej 'zabawy' zacząłem się ubierać, nie zamierzam tu zostać ani chwili dłużej.
-Kocham cię Justin.- Poczułem jak ktoś przytula mnie od tyłu i całuje moje gole plecy szepcząc nad uchem.
-Nie rozśmieszaj mnie, proszę.- Nie mogłem powstrzymać śmiech, czy ona na prawdę myślała, że coś z tego będzie? Biedna głupia suka.
- Chcesz mi powiedzieć, że byłam dla ciebie tylko zabawką i, że przychodziłeś do mnie jak chciałeś się zabawić?! I że nigdy mnie nie kochałeś?!- Myślałem, że dziewczyna zaraz się popłacze. Czy ona na serio myślała, że z tego coś będzie?! No to się myliła.
-Owszem masz rację, tylko po to.-Skończyłem się ubierać i opuściłem dom tej suki kierując się prosto do clubu, gdzie zawsze spotkałem się ze swoimi kumplami. A ta suka Alice jeszcze sama przyjdzie do mnie na kolanach. 
***********************************************************************************
I Jest rozdział 6 przepraszam, że nie w terminie, ale nie mogłam go po prostu wczoraj wstawić i ponieważ rozdziały zaczęły publikować się w niedzielę, przenoszę po prostu rozdziały na niedzielę, więc teraz nie będą dodawane w sobotę tylko w niedzielę. No chyba, że rozdział napiszę szybciej to będę dodawała w soboty, ale na dzień dzisiejszy rozdziały będą dodawane w niedzielę. 
PS PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY!!!!!!!!!
           CZYTASZ = KOMENTUJESZ


********
Z Okazji mikołajek chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze kochani. :))!!!!!!! Dziękuję, że czytacie bloga, i że jest już nas prawię 200:))!!!!!!