niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 5

Sama chciałabym wiedzieć o co chodzi.- Mój głos stawał się nagle coraz cichszy, dziewczyna tylko na mnie popatrzyła po czym natychmiast mnie przytuliła. Zawsze wiedziała jak poprawić mi humor. Czy już dziś mówiłam, jak bardzo ją kocham? Nie? No to właśnie tak, kocham Cat jak siostrę.
Po pewnym czasie zorientowałam się, że nie pokazałam dziewczynie, wiadomości które dostawałam od tajemniczego S.A. Szybko uwolniłam dziewczynę z uścisku, po czym wyciągnęłam telefon z kieszeni.Po czym go odblokowałam, pokazując dziewczynie wiadomości.
Po przeczytaniu ich obydwie siedzieliśmy w ciszy, żadna się nie odezwała.
-Dobra pomogę ci.-Powiedziała Cat, stanowczym głosem. Od razu wiedziała o co mi chodzi. Ja tylko delikatnie się uśmiechnęłam.
***********************************
****************************************************
UWAGA: ;ROZDZIAŁ NIE JEST SPRAWDZONY, WIĘC ZA JAK NAJMNIEJSZE I ZA TE NAJWIĘKSZE BŁĘDY PRZEPRASZAM!'
To już dziś, to już dziś miałam poznać prawdę o moim bracie. Nie ukrywam trochę się boje, ale miałam już dość jego kłamstw.
Za równo dwie godziny przyjedzie po mnie Cat, i razem mieliśmy udać się na stary tor rajdowy. Czułam jak mój żołądek skręca się z każdym ruchem, a w mojej głowie zaczęły tworzyć się najgorsze z możliwych myśli. Chodziłam w tą i z powrotem, ciągle patrząc na zegarek, a czas dłużył mi się niesamowicie.
Mój telefon, który obecnie trzymałam w ręku ,zaczął wibrować. W duchu modliłam się o to, żeby to nie była wiadomość od tego całego S.A, jednym ruchem ręki odblokowałam go od razu czytając wiadomość, której treść aż raziła w oczy.
Od Nieznany:
'Mam nadzieję, że się nie boisz ;) nie masz czego. Przecież dowiesz się tylko samej prawdy o swoim bracie. Pokaż teraz jak bardzo się z tego cieszysz. O ile wogóle się cieszysz? Bo uwierz mi ją cieszę się bardzo.'
Moje oczy rozszerzyły się tak bardzo, że myślałam, że zaraz mi wypadną. Nie wiem kto to jest ale nienawidzę go z całego serca.
Z wrażenia opadłam na łóżko wypuszczając głośno powietrze z ust, przecierając delikatnie całą twarz. Moje ręce opadły wzdłuż  ciała, a moje oczy zaczęły robić się coraz cięższe. Przez co od razu zapadłam w sen.
*
-Alice.-Po czułam delikatne szturchanie, które na  tych miast mnie obudziły.
-Cat?-Mój głos rozbrzmiał po pokoju, a moje oczy próbowały przyzwyczaić się do światła, które oświetlało całe pomieszczenie.
-Zasnęłaś, a za trzydzieści minut musimy ruszać!-Jej piskliwy głos rozbrzmiał w mojej głowie jak echo. Kompletnie zapomniałam o tym przez ten sen! Jak dobrze, że Cat mnie obudziła!
Szybko zerwałam się z łóżka biegnąc w stronę łazienki, zawiązując włosy w kucyka. Razem z Cat ubrałyśmy się na czarno, ponieważ jest już późna godzina i chciałyśmy wtopić się w tło, aby nas nie rozpoznali. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze, delikatnie podniosłam kąciki ust układając je w uśmiech, który teraz znajdywał się na mojej twarzy.
Po wyjściu z toalety wróciłam do pokoju, nadal zastając w nim drobniutką brunetkę, która siedziała na łóżku wpatrujac się we mnie.
Uśmiechnęłam się do niej dając jej tym sygnał, że możemy wychodzić, ona tylko lekko kiwnęła głową po czym cicho zeszliśmy na dół.
Staliśmy na ostatnim ze schodów, delikatnie wychyliłam głowę do przodu rozglądając się czy przypadkiem nie ma w pobliżu wujka. Tym razem Bóg mnie oszczędził i wujek spał, na kanapie w salonie. Na palcach pobiegłam w stronę drzwi, dając przy tym sygnał dla Cat, która nadal stała na schodach, że może tu podbiec. Dziewczyna jak najciszej tylko mogła przebiegła na drugą stronę korytarza stając tuż za mną. Cicho zaczęłam przekręcać klamkę, tak abyśmy mogły opuścić dom, bez żadnego hałasu.
Po udanej próbie opuszczenia domu, od razu ruszyłyśmy w stronę auta Cat przebijając sobie przy tym żółwia. A auto Cat wybrałyśmy dlatego, że jest czarne i idealnie pasuje do naszej dzisiejszej 'misji'
Dziewczyna włączyła guzik na pilocie, który odblokował pojazd po czym od razu do niego wsiadłyśmy zamykając za sobą drzwi, ruszając w stronę wyznaczonego dla nas miejsca. W moim żołądku dalej krążyły niepokój, przez co kręciłam się na siedzeniu. Uchyliłam mały kawałek szyby, aby wpuścić trochę świeżego, ale za razem zimnego powietrza, aby rozluźnić ten cały niepokój jaki obecnie panował w pojeździe.
*
Po 20 minutowej drodze, dojechaliśmy na miejsce. Czułam jak moje wnętrzności odbijają się o siebie. Moje ciało zaczęło drgać, ale musiałam być silną, musiałam wyciągnąć mojego brata z tego bagna, a które się wpakował.
-Cat będzie lepiej, jeśli zostaniesz w samochodzie.- Powiedziałam stanowczo, nie chciałam żeby widziała Zayna w takim 'stanie' chodzi o to, żeby siedziała tu i w odpowiedniej chwili ruszyła, jakby mnie złapali.
-O nie, nie ma mowy ja IDE z tobą!- Jej głos zaczął się podnosić, przez co wystraszyłam się, że ktoś nas usłyszy. Wiem zaczynam mieć chyba jakąś paranoje, ale wiecie wolę nie dmuchać na zimno.
-Nie Cat ty zostajesz tu i nie chce, żebyś wychodziła z samochodu.- Nie czekając na jej odpowiedź ruszyła w stronę toru, chowając się w jakieś krzaki, które były nie daleko nieznanych samochodów. Miałam nadzieję, że właśnie tam znajduje się obecnie Zayn.
Siedziałam w tych krzakach z dobre piętnaście minut, jak nie lepiej. Ale moim oczom zaczęły ukazywać się jakieś dziwne postacie, których nie znam i nigdy nie widziałam na oczy. Przymrużyłam delikatnie oczy przyglądając się im, ale to na nic. Było za ciemno, a latarki tu nie mogłam zapalić, bo od razu by mnie nakryli. Coraz bardziej zaczynałam mieć złe wątpliwości czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając tu. Delikatnie, ale ostrożnie pochyliłam się do przodu, chcąc mieć lepszy widok na chłopaków, którzy znajdowali się nie duży kawałek ode mnie. Moje serce zaczęło walić mocniej, bo bałam się że coś mogło pójść nie tak i mogli mnie nakryć, bo była bym skończona.
Zaczęłam się wiercić ponieważ coś wbijało mi się w plecy robiąc mi najprawdopodobniej ranę, z której mogła wydobywać się czerwona ciecz. Przesunęłam się o kilka maleńkich kroków do przodu, ale jak zawsze musiałam przy tym narobić jakiegoś hałasu. Liście z krzaku zaczęły mocno szeleścić, brawo Alice ty zawsze musisz coś spieprzyć. Skarciłam się w myślach po czym przygryzłam wargę i wychyliłam się tak, aby mieć widok na tych chłopaków i sprawdzić czy na pewno to słyszeli.
Niestety musieli to słyszeć ponieważ wszyscy przyglądali się temu krzaku, za którym obecnie się znajdowałam. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej, a oddech przyśpieszył. W do mojej głowy zaczęły przychodzić dziwne, ale za razem straszne myśli, które chciałam od siebie odpędzić ale nie mogłam, ponieważ strach paraliżował moje całe ciało i jedyne, co mi zostało to siedzieć cicho.
Po kilku męczących dla mnie minutach ciszy usłyszałam jakieś głosy,  które było słychać coraz głośniej, tak jakby na siebie krzyczeli.
-Ktoś tam jest!.-Usłyszałam jedne z głosów, który był bardzo mocny i gruby.
-Musimy to sprawdzić.-Tym razem odezwał się głos kobiecy, na co się zdziwiłam. Ale słuchałam dalej co do siebie mówili.
Po tym była już zwykła cisza, na co się zaniepokoiłam to musiało coś znaczyć.
Ponownie wystawiłam głowę zza krzaka, aby sprawdzić co tam się dzieje. Teraz wszyscy stali odwróceni w moją stronę, czekajcie co oni trzymają w rękach?! Czy to czasami nie są... Pistolety?!
Szybko schowałam się z powrotem przyciągają do swojej klatki piersiowej kolana. W tym momencie nie wiedziałam co mam zrobić, bo jeśli wstanę mogą mnie zauważyć i oddać strzały.  I w ty momencie żałuję, że posłuchałam S.A i przyszłam tu, ponieważ tu miał być mój brat, a go tam nie ma.
Strach nadal paraliżował moje ciało od góry do dołu, nie mogłam nawet wyciągnąć tego głupiego telefonu, żeby napisać do Cat. Wciągnęła głośno powietrze, trzymając je przez kilka minut w ustach po czym po cichu zaczęłam je wypuszczać. Przysięgam, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie bałam się tak mocno jak teraz. 
- Na mój znak, oddajemy strzał.-Usłyszałam po chwili. O nie tylko nie to, z moich oczu zaczęły wydobywać się słone łzy. Czy to już koniec?
-raz, dwa, i strzał!.-przygryzłam z całej siły wargę, tak że po czułam wydobywająca się z niej krew. Moje ręce zacisnęły się w mocną pięść, a powieki powoli zamknęłam. To już koniec na pewno już po mnie.
Usłyszałam tylko dźwięk strzału, po czym po czułam jak ktoś mnie odepchnął, z mocną siłą upadłam na ziemię. Powoli zaczęłam się podnosić, a moim oczom utatuaży się znajoma mi postać. A on skąd się tu wziął?! Wrzasnęłam w myślach. Szybko zerwałam się na równe nogi i na czworakach podbiegłam do leżącego chłopaka. 
-Co ty tu robisz?! Śledzisz mnie?! Gdzie jest Zayn?!-pytania wylatywały z moich ust tak szybko, że po mimo tego zdarzenia chłopak zaczął się uśmiechać.
-Ciebie też miło widzieć Alice.-Odparł przez zaciśnięte zęby.
-Mniejsza. Co ty tu robisz?!-Nadal nie rozumiałam tego jak on się tu znalazł, w tym odpowiednim czasie i odpowiedniej godzinie? 
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko zwijał się z bólu. Delikatnie odsłoniłam ranę, która znajdowała się na ramieniu chłopaka i zaczęłam się jej przyglądać. 
-Musimy jechać z tym do szpitala.-Mój wzrok dalej wpatrywał się w ranę  chłopaka. 
-Nie ma mowy do żadnego lekarza.-Jego głos po mimo bólu zaczął się podnosić.
-To co wolisz się wykrwawić?!-Czy on serio nie zdaje sobie sprawy, z powagi sytuacji?! I czy w tym momencie musi zachowywać się tak nie odpowiedzialności?! 
-Nie marudź tylko pomóż mi wstać.-Warknął na mnie, ja tylko przewróciłam oczami i podniosłam się na równe nogi.
-Widziałem.-Usłyszałam głos chłopaka, który nadal znajdował się na ziemi. A może miałeś to widzieć? Pomyślałam, oh Alice po prostu podnieś go i tyle, dasz radę.
Chłopak wyciągnął do mnie zdrową dłoń, która pokryta była dużą ilością tatuaży.
Moja uwagę przykuł tatuaż ze sową, który od razu mi się spodobał.
-Halo, nie żebym narzekał czy coś ale wiesz trochę tu zimno.-A no tak zapomniałam, że ten PAN ciągle leży na ziemi. 
Wypuściła powietrze z ust i chwyciłam jego rękę, po czym zaczęłam go podnosić.
Delikatnie chwyciłam go w pasie i zaczęłam prowadzić, do auta w którym ciągle siedziała Cat
-Możesz się tak na mnie nie gapić?!- Syknęłam na chłopaka, ponieważ czułam jak jego wzrok przeszywa moje ciało od góry do dołu.
-Nie patrzę się na ciebie.-Nie, no fajnie tylko trochę. Jak on mnie denerwuje zachowuje się gorzej niż dziecko.
-Jasne.-Po tych słowach nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę, aż do samochodu.
*
-Alice, co tam się stało?! Słyszałam strzał nic ci nie jest?!- Cat wyskoczyła z auta jak jakaś poparzona.
-Nie, nic mi nie jest.-Uspokoiłam brunetkę. Zauważyłam, że jej wzrok od razu powędrował na Justina, którego ciągle trzymałam w pasie. Tak szczerze to nie wiem czemu przez całą drogę go tam trzymałam skoro on dostał w ramie i może normalnie chodzić?! Od razu zabrałam swoje ręce z pasa chłopaka, a on od razu upadł na ziemię.
-Alice!-Wrzasnął.-Widzę, że świetnie się bawisz!.-Na dźwięk jego głosu podskoczyłam, a Cat tylko nam się przyglądała. Szybko schyliłam się i pomogłam chłopakowi wstać, teraz nie puszczając jego boku.
Cat od razu poszła na tył pojazdu i otworzyła mi drzwi, abym mgła pomóc Justinowi wsiąść do samochodu. Ostrożnie umieściłam chłopaka na kanapie po czym pomogłam mu zapiąć pasy, a sama zajęłam miejsce obok Cat, która kierowała.
-To co jedziemy do szpitala?.-Zapytała dziewczyna, od razu jak ruszyliśmy.
-Do żadnego szpitala.-Usłyszeliśmy głos chłopaka, który ciągle mówił przez zaciśnięte zęby.
-Ale człowieku ty krwawisz! Musisz jechać jak najszybciej na szycie!-Wrzasnęła Cat, patrząc na niego przez lusterko w samochodzie.
 -Nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz będę zszywany.-Czyli już kiedyś miał powtórkę z tego? On podchodzi do tego bardzo obojętnie, ale my nie więc musimy go jakoś przekonać.
-Alice?-Usłyszałam nagle swoje imię po czym odwróciłam się w stronę chłopaka.
-Co?-Chłopak spojrzał na mnie z pod łba.
-Umiesz szyć?-Co to za pytanie? Przecież każda dziewczyna w moim wieku umie to robić.
-Tak.-Chłopak nie dał mi dokończyć bo na jego twarzy od razu pojawił się ogromny uśmiech po czym powoli zaczął się poprawiać na kanapie samochodowej, przy tym jęcząc z bólu.
*
Po trzydziestu minutach drogi w końcu dotarliśmy pod mój dom.
Wysiadłam szybko z samochodu idąc w stronę gdzie siedział Justin. Powoli otworzyłam drzwi i pomogłam mu wysiąść. Nie żebym narzekała, ale cały strój miałam ubrudzony jego krwią, będzie mi go prał!
Razem z Cat zaprowadziliśmy go na tyły domu, po czym oparłyśmy go o ścianę.
-Jak go wprowadzić do domu, skoro wujek jeszcze nie śpi?- W moim głosie było można wyczuć strach.
-Nie mam pojęcia.-Razem z Cat szukaliśmy rozwiązania jak 'przemycić' chłopaka do mojego pokoju.
-Macie drabinę?-Głos chłopaka rozbrzmiał mi w uszach jak echo, które obiło się o ścianę.
-Po co ci drabina?-On jest ranny i chce wchodzić po drabinie?! No to powodzenia, boja mu nie pomogę wejść po niej. Bo możemy spaść i narobić jeszcze gorszej szkody niż ta.
-A jak myślisz po co ktoś ją wynalazł?.-Cały jego głos wypełniony był górą sarkazmu.
Totalnie zignorowałam jego odpowiedź i poszłam po drabinę, która leżała nie daleko nas. Szybko ją podniosłam i oparłam o dom, jak jest taki mądry no to proszę droga wolna może iść!
-Chciałeś to masz wchodź.-Mój głos stał się obojętny, z czego bardzo się cieszyłam.
Chłopak tylko się uśmiechnął i spojrzał w moją stronę.
-O nie dziewczyny mają pierwszeństwo.-O teraz nagle taki dżentelmen się z niego zrobił? ciekawe.
Ostatni raz spojrzałam na Cat, która zaczęła cofać się do swojego samochodu.
Po czym spojrzałam na drabinę, która stała kilka centymetrów ode mnie, szybko związałam włosy w kucyka, jak dobrze, że noszę na ręku gumki do włosów.
Po czym zaczęłam się wspinać, ale od razu poczułam na sobie wzrok Justina.
-Czy ty możesz się tak na mnie nie gapić?!- Powiedziałam pół szeptem, jego wzrok wypalał w moim ciele dziury i to dosłownie. Chłopak nie odezwał się nic. Wyobraziłam sobie tylko jak uśmiecha się pod nosem.
Po dziesięciu minutach ja i Justin byliśmy już w moim pokoju. Szybko zamknęłam okno i razem z chłopakiem udaliśmy się do łazienki. Zdziwiłam się, że po mimo bólu, który obecnie mu towarzyszył wszedł po tej cholernej drabinie, a przy tym wogóle nie jęknął z bólu.
-Usiądź tu i ściągnij koszulkę.-Rozkazałam wskazują aby usiadł na pralkę.-A i proszę nie ruszaj się.-Mówiłam stojąc tyłem do niego. Otworzyłam szafkę, która znajdowała się za lustrem i wyciągnęłam apteczkę pierwszej pomocy. Po czym odwróciłam się w stronę chłopaka i zaczęłam zajmować się jego ramieniem.
*
Gdy już wszystko było gotowe zabandażowałam ją jeszcze i kazałam mu się ubrać. Przyglądałam się jeszcze jego klacie, która była idealnie wyrzeźbiona, widać było, że chłopak uwielbia ćwiczyć, ale również, że lubi pakować się w kłopoty.
Razem z Justinem udaliśmy się do mojego pokoju stając przy oknie.
-Będę się już zbierał, dzięki za pomoc.-Pierwszy raz od kąt go znam usłyszałam od niego proszę. Ten chłopak coraz bardziej mnie zaskakiwał. Nie odpowiedziałam mu nic tylko kiwnęłam głową.
Justin podszedł do okna i spojrzał na mnie. Nasze oczy po raz pierwszy od kąt się znamy spotkały się. Jego oczy były w prost przepiękne, tak jakby ktoś rozwalił fabrykę czekolady, która wypełniła jego oczy. Po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że nadal się na niego patrzę, więc szybko spuściłam wzrok na dół.
Chłopak bez żadnego słowa opuścił mój pokój. Powoli podeszłam do okna, aby je zamknąć, i przy okazji spojrzeć, czy chłopak dał rade zejść. Ale ku mojemu zaskoczeniu chłopaka już nie było.
Szybko podeszłam do łóżka siadając na nim przeczesując przy tym swoje włosy ręką, gdy nagle poczułam jak telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować.
Leniwie wyciągnęłam go z kieszeni i odczytałam wiadomość.
'Ciekawe co powie twój brat na to, gdzie wczoraj byłaś i, że o mały włos nie zginęłaś? Albo ciekawe co powie na to, że go wczoraj śledziłaś? Dobranoc śpij dobrze. S.A'
Jeszcze tylko jego mi tu brakowało! Wypuściłam głośno powietrze z ust po czym z pozycji siedzącej znalazłam się w pozycji leżącej. Byłam już tym wszystkim zmęczona.
 **********************************************************
No i mamy 5 rozdział. Przepraszam, że dodaję dopiero dziś, ale wczoraj dowiedziałam się o bardzo przykrej sprawi i nie była w stanie dokończyć rozdziału. Ale dodaję go dziś i mam nadzieję, że wam się spodoba :)) Rozdział 6 ukaże się już w dobrym terminie czyli w sobotę :))
            CZYTASZ = KOMENTUJESZ.

sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 4

Szłam ciemną alejką, w której mogło roić się od jakiś dziwnych, ale teraz nie obchodziło mnie to moje myśli ciągle błądziły w okół mojego starszego brata.
Po dwóch godzinach chodzenie, miałam już dość ale obiecałam, że nie spocznę dopóki go nie znajdę.
Ale nagle mój wzrok przykuła jakaś dobrze znana mi sylwetka, schowałam się i dobrze przyglądałam. TO był Zayn, ale co on tu robi? Przyglądałam się coraz bardziej czekając na jego ruch. Po pięciu minutach do mojego brata podszedł jakiś chłopak? Chyba, przez kaptur nie było nic widać, ale sylwetka i gesty, najwyraźniej mnie nie zmyliły, to na pewno musiał być chłopak. 
Ale zaraz, zaraz co oni robią? Chłopak zaczął przekazywać mojemu bratu jakiś biały proszek, który bardzo przypominał mi, nie to nie może być prawda. Po chwili  Zayn dał mu jakąś beżową kopertę. Czy to możliwe? Zayn bierze narkotyki?! Nie mogłam w to uwierzyć!
************************
Moje ciało zaczęło całe drgać, nie mogłam uwierzyć że mój własny brat, który zawsze był przeciwny narkotykom sam zaczął je brać! To było jak dla mnie za dużo, zaczęłam powoli wycofywać się z miejsca, w którym obecnie byłam, po cichu cofałam się, tak aby nikt mnie nie zauważył, ale co było najważniejsze, żeby mnie nie usłyszeli. Szłam tyłem najciszej jak mogłam, gdy nagle o coś się potknęłam i wylądowałam na ziemi z wielkim hukiem. Brawo Alice, brawo teraz to już zupełnie będziesz miała przesrane. W myślach zaczęłam walczyć sama ze sobą, delikatnie wychyliłam głowę, aby zobaczyć czy faktycznie aż tak głośno było mnie słychać. I nie myliłam się to było tak mocno słychać, że ich głowy zwrócone były w moją stronę. Szybkim ruchem podniosłam się i zaczęłam biec, słyszałam za sobą tylko głośne ciężkie kroki chłopaków, którzy zaczynali mnie doganiać. Z moich oczu zaczęły wydobywać się słone łzy, nie wierze że to powiem, ale zaczęłam bać się swojego brata nie wiedziałam do czego jest zdolny pod wpływem narkotyków. Już powoli zaczęło brakować mi powietrza, ale nie mogłam się zatrzymać, musiałam biec dalej. Po niedługiej chwili poczułam na sobie czyjś dotyk, nie mogłam się ruszyć tak jakby coś sparaliżowało moje ciało. Tak to był strach paraliżował mnie od góry, aż do dołu. Dobra Alice odwróć się nie bój się to tylko twój brat, na raz, dwa, trzy. Odważnie odwróciłam głowę, aby móc spojrzeć bratu prosto w oczy.
-A-Alice?-Jego głos zadrgał, nie chciałam się odzywać nie wiedziałabym co mam mu powiedzieć.
Spuściłam wzrok, aby nie musieć patrzyć w jego oczy, nie potrafię pogodzić się z tą myślą.
-Co ty tu robisz? Nie powinno cię tu być.-Jego głos stał się coraz pewniejszy, taki suchy i ostry za jednym razem. Dobra Alice weź się w garść i powiedz co o nim myślisz, dokładnie w tej chwili.
-Ciebie też nie powinno tu być.-Modliłam się w duchu, aby mój głos się nie załamał, i tak też się stało. Brzmiał on pewnie tak jak bym wogóle się go nie bała.
-Nie powinnaś mnie śledzić.-Chłopak zmienił temat, cały on, zawsze chce uciec od winy. Zawsze zostawiał mnie z tym samą, ale nie tym razem. Teraz on poniesie konsekwencje tej 'Zabawy".
-Nie powinieneś mnie zostawiać, bez żadnego słowa!.- Mój głos zaczął się podnosić, przez co oczy chłopaka zaczęły się rozszerzać.
-Alice, to nie tak..-Nie dałam mu dokończyć, teraz ja miałam mu coś do powiedzenia.
-Nie, teraz ty mnie wysłuchaj. Nie poznaje cię, ty który zawsze byłeś przeciwny narkotykom, sam zacząłeś je brać! Zawiodłam się na tobie! Miałeś być odpowiedzialny miałeś w jakiś sposób zastąpić mi rodziców, a tego nie robisz! Zayn jesteś nieodpowiedzialny!.- Z minuty na minutę z moich oczy zaczęło wydobywać się coraz więcej łez. 
- A-Alice przepraszam.- Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, co się z nim do cholery stało! Pokręciłam delikatnie głową, dalej nie mogąc w to uwierzyć, że mój brat aż tak mocno się stoczył.
-Zayn skończ tą już czułą rozmowę i rusz tą dupę bo nie mamy za wiele czasu!- w moich uszach rozbrzmiał ten znajomy głos. Modliłam się w duchu, żeby to nie był on. Ale nagle z mroku zaczęła wynurzać się jakaś sylwetka. Zmrużyłam oczy, żeby dokładniej przyjrzeć się tej osobie. Ale niestety nie było to możliwe, ponieważ miała na sobie kaptur. Zaraz, zaraz czy to nie jest...?! O nie proszę tylko nie on! Wrzasnęłam w myślach. Tylko jego mi tu brakowało! 
-Justin, nie pośpieszaj mnie, ok?!-Z zamyśleń wyrwał mnie podniesiony głos brata, który rozbrzmiał mi w uszach. A więc ten chłopak nazywa się Justin? Imię jest ładne, w przeciwieństwie do jego charakteru. 
-Dobra młoda, spadaj do domu my mamy coś do załatwienia.-Czy on mówi teraz do mnie? Nie gadam z nim, więc niech się do mnie nie odzywa! 
-Nie będziesz mi mówił co mam robić!-Mój głos podniósł się do maksymalnej skali. Co on sobie myśli, że kim on jest?! 
-Alice, on ma rację!-Odezwał się mój brat. A ja już wpadłam na doskonały pomysł.
-Okej.-Odezwałam się po chwili.- Ale ty wracasz razem ze mną.-Dodałam pewnym siebie głosem. 
-Przykro mi Alice, nie mogę, ale Justin cię odwiezie.- Powiedzcie mi czy ja się nie przesłyszałam?! Czy on powiedział Justin! O nie, nie. Nie ma takiej opcji!
-Co?!- Mój głos tak jak i Justina rozbrzmiał tak głośno, że Zayn zakrył uszy.
-To co słyszeliście. Justin masz odwieźć moja siostrę pod sam dom i poczekać aż wejdzie do domu, a później przyjedziesz w wyznaczone miejsce.-Nie dał nam dojść do słowa bo zniknął gdzieś w mroku.
Bez słowa ruszyłam w stronę, mroku nie czekając na chłopaka, nawet nie wiedziałam czy idzie za mną czy nie. Szczerze nie obchodziło mnie to ją po prostu chciałam, już być w domu. A z Zaynem rozliczę się w domu, za to, że zostawił mnie z tym debilem sam na sam, i za to że bierze to ohydztwo. 
-E, ale wiesz że samochód jest w drugą stronę?!-Usłyszałam ten zachrypnięty głos, na którego dźwięk chciało mi się wymiotować. 
Bez słowa zawróciłam, idąc teraz za chłopakiem. Gdy szliśmy do jego samochodu, nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Nie odzywał się nic, a ja już na sam widok miałam go dość.
*
Chłopak wcisnął guzik na kluczyku co oznaczało, że auto chłopaka jest już otwarte. Powoli podeszłam do samochodu chcąc otworzyć drzwi, ale ku mojemu zaskoczenia chłopak, mnie wyprzedził i otworzył mi drzwi. No nie powiem byłam w lekkim szoku, nie spodziewałam, się że on wogóle zna jakieś maniery, a tu proszę. Szkoda, że jego charakter jest zepsuty.
-Kto by pomyślał, że taki ktoś jak ty zna jakieś maniery.-Rzuciła ostro patrząc ciągle przed siebie.
-A kto by pomyślał, że taki ktoś jak ty ma język w buzi.-Czy on zawsze musi doprowadzać mnie do białej gorączki?! Jak ja mam z nim wysiedzieć jeszcze tyle czasu w jednym samochodzie?! Ugh proszę niech on już jedzie a nie przedłuża to 'miłe spotkanie'. Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy, po czym chłopak ruszył z piskiem opon przed siebie. Kurwa kto mu dał prawo jazdy?! Na pewno nikt mądry! Czułam jak moje wnętrzności całe się trzęsą w środku. Kątem oka spojrzałam na licznik, jechaliśmy prawie 250/h! 
-Zwolnij trochę, nie wieziesz worka ziemniaków!-Pisnęłam, a moje ręce zacisnęły się na siedzeniu.
-I tu bym się z tobą kłócił.-Na jego twarzy pojawił się cwany uśmiech. No trzymajcie mnie bo przyrzekam, że go zabije tu i teraz! 
Boże proszę chce ju być pod domem, jak najdalej od Niego! 
*
Dwadzieścia minut później byłam już pod domem. Dziękowałam Bogu, że przez resztę drogi on siedział cicho, bo bym wyskoczyła z tego auta!
Już zdążyłam odpiąć pas i zaczęłam zabierać swoje rzeczy, gdy nagle po czułam JEGO RĘKĘ NA MOIM KOLANIE!!! Po moim ciele przeszły ciarki.
-Zabieraj tą łapę!-Wrzasnęłam, ale do niego nic nie docierało więc straciłam ją sama, a na jego twarzy pojawił się ten przeklęty uśmiech, którego tak nienawidziłam. Ale nie tylko dlatego, że o mało mnie dziś mnie nie rozjechał, ale przez to, że wplątał mojego brata w te całe narkotyki! 
Szybko wysiadłam z samochodu, chcąc już zamknąć drzwi ale usłyszałam głos Justina.
-Mam nadzieję, że się znów spotkamy.-Oj wątpię w to! Krzyczałam w myślach!
-Oby nie.-Powiedziałam sucho i zamknęłam drzwi, biegnąc w stronę domu. Chyba pierwszy raz cieszę się, że jestem już w domu! 
Szybko wbiegłam do domu, nie oglądając się za siebie. Ale czułam jak Justin wypala w moim ciele dziurę swoim wzrokiem. W pośpiechu weszłam do zamykając drzwi na klucz i opierając się o drzwi.
Zamknęłam oczy wypuszczając głośno powietrze.
-A ty co tak siedzisz?-Usłyszałam głos wujka. Ugh, że też on musiał być w domu.
Powoli podniosłam się z ziemi kompletnie ignorując jego pytanie, po prostu ruszyłam w stronę swojego pokoju, bo właśnie tam teraz chciałam się znaleźć.
Nie miałam ochoty z nikim gadać, a zwłaszcza z wujkiem. 
Wczołgałam się do pokoju, delikatnie pchając za sobą drzwi, tak aby się zamknęły. Po czym desperacko opadłam na łóżko, nie mając na nic siły. Jedynie czego chciałam to, żeby Zayn wyjaśnił mi to wszystko. Miałam zamiar na niego czekać.Nie ważne jest to, że jutro jest szkoła chciałam poznać prawdę, nawet jak będzie najgorsza ale ma mi to wyjaśnić! 
Moje powieki robiły się coraz  cięższe, nie mogłam pozwolić na to aby sen wygrał musiałam czekać na Zayna. 
*
W mojej kieszeni zaczął wibrować telefon, leniwym ruchem przetarłam swoje oczy po czym sięgnęłam po urządzenie. Kątem oka spojrzałam na zegarek piąta trzydzieści dwa. No brawo Alice zasnęłaś a miałaś tego nie robić! Byłam na siebie zła, miałam czekać na brata a usunęłam jak zwykle! Ugh pogadamy z nim jak wstanę do szkoły, o ile wogóle będzie w domu. Na wyświetlaczu telefonu migało mi ciągle, że dostałam nową wiadomość. Kogo tu znowu niesie? 
Od Nieznany:
'Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, i że tym razem nie zabraknie ci języka w buzi' 
Dobrze wiedziałam od kogo ta wiadomość, myślałam, że wybuchnę. Ale zaraz, zaraz skąd on do cholery ma mój numer?! 
Do Nieznany.
'Nie będzie następnego razu, zrozum że nawet nie chce cię już więcej spotkać!' po napisaniu tej wiadomości uderzyłam głową w materac, który leżał pode mną.
Po pięciu minutach mój telefon wydał ten sam dźwięk co wcześniej.
Od Nieznany.
'Skąd ta pewność? Nigdy nie mów nigdy. Dobranoc.'
Po przeczytaniu tej wiadomości, nawet nie chciałam mu na nią odpisywać. Położyłam telefon koło siebie, a sama wróciłam do poprzedniej pozycji.
Już prawie zasypiałam kiedy mój telefon znowu wydał z siebie ten irytujący dźwięk. Mu to chyba na prawdę się nudzi! Już miałam pisać nie przyjemną dla niego wiadomość. Kiedy moim oczom ukazał się inny nadawca.
Od Nieznany:
'Na pewno jesteś pewna, że to Justin wpędził Zayna w handel narkotykami? Jeśli chcesz się dowiedzieć prawdy, przyjdź jutro na stary tor rajdowy. To zobaczysz. A teraz dobranoc. Niedługo i tak musisz wstać.- S.A'
Myślałam, że ten ktoś już sobie darował, przez cały dzień milczał a teraz zebrało go na pisanie? I skąd on wie, że nie śpię?! Coraz bardziej zaczęło mnie to wykańczać. Miałam już dość tych podchodów, chociaż że to dopiero początek. Tak przynajmniej mi się wydaje. Odłożyłam telefon z powrotem do kieszeni, układając się wygodnie na  łóżku, czekała aż Morfeusz zabierze mnie do krainy snów. Chociaż nie byłam taka pewna czy przez to co się dowiedziałam byłam w stanie usnąć. Moje myśli ciągle krążyły wokół tej wiadomości. Po co ja mam tam iść? I jakiej prawdy mam się stamtąd dowiedzieć? Teraz będzie mnie to wszystko męczyło. Ale jedno jest pewne, że na pewno tam pójdę. Tylko najgorsze jest to, że ten ktoś nie napisał mi o której godzinie mam tam iść. Najwyżej będę śledziła Zayna. 
Myliłam się sen przyszedł od razu zabierając mnie ze sobą.
*
Rano obudził mnie budzik, jak dobrze, dziś dopiero jest środa. Nie wytrzymam w szkole wiedząc, że dziś mam śledzić Zayna. Po prostu nie pójdę do niej, nic się nie stanie. No chyba, że ta wredna baba nie będzie chciała mi tego usprawiedliwić, ale to już mniejsza o to. Wyłączyłam budzik całkowicie i od nowa położyłam się spać.  

-Alice.-Usłyszałam nad uchem.
Przetarłam delikatnie oczy po czym podniosłam się do pozycji siedzącej, aby sprawdzić kto mnie obudził. Gdy już to zrobiłam nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
-Mama?.- Moim oczom ukazała się drobna brunetka, z dużym uśmiechem na twarzy. Czy to na prawdę ona? 
-Tak słoneczko to ja.-Nagle z moich oczy zaczęły wypływać łzy, jak to możliwe, że ona jest tu teraz ze mną? Nie mogłam się powstrzymać i wtuliłam się w rodzicielkę. 
-Co ty tu robisz?- mówiłam przez łzy, które spadały coraz mocniej.
-Musisz mi coś obiecać.-Nie wiem z jakiego powodu zignorowała to, co do niej powiedziałam i zmieniła temat. Bardzo ciekawiło mnie to co mam jej obiecać. 
-Co takiego?.-Delikatnie puściłam kobietę, tak abym teraz mogła być z nią twarzą w twarz. 
-Musisz mieć oko na Zayna.-Zaraz ale skąd ona to wie? Tylko ja o tym wiedziałam. To było dziwne, i to bardzo.
-Obiecuje.-Wyszeptałam a wtedy postać zaczęła powoli znikać.-Mamo nie odchodź.-Krzyczałam ile sił w płucach.-Potrzebuje cię, ciebie i twojego wsparcia.-Z oczu leciało mi coraz więcej łez, co gorsza zaczęłam się nimi dławić. Podniosłam się szybko z łóżka i zaczęłam biec za swoją rodzicielką. Nie mogła mnie z tym zostawić sama ja jej potrzebowałam.
-Dasz sobie radę sama, tak jak dawałaś wcześniej.-Po tych słowach postać zniknęła, a ja upadłam na kolana i coraz bardziej zaczęłam szlochać.
*
-Alice.-Po czułam delikatne szarpanie.-Alice obudź się.-Po tych słowach otworzyłam oczy. A mi ukazała się postać mojego brata.
-Co się stało?-Spytałam chłopaka, który stał na przeciwko mnie ze zmartwionym wzrokiem.
Delikatnie dotknęłam swoje policzki ręką, na co się zdziwiłam, czy ja płakałam?
-Zayn, czy ja płakałam?.-Nie wiedziałam co się obecnie dzieje, mój wzrok utkwił na twarzy mojego brata, który wpatrywał się w ścianę.
-Tak płakałaś, przez sen.- Powiedział stanowczo po czym usiadł na łóżku obok mnie. Przez około 5 minut siedzieliśmy w ciszy, po czym nie wytrzymałam i zaczęłam temat.
-Zayn, o co chodzi z tymi narkotykami?-Widziałam jak chłopak spina się na sam dźwięk tego słowa. Ale musiałam się dowiedzieć, o co z tym chodzi! 
Brunet podniósł się z miejsca i zaczął wychodzić. Znów ucieka od problemów, brawo to takie  dojrzałe naprawdę.
-Zayn!-Wrzasnęłam a chłopak momentalnie się zatrzymał.
-Nie mogę ci powiedzieć, dla twojego bezpieczeństwa będzie lepiej jak nie będziesz o niczym wiedziała.-Po tych słowach mój brat opuścił mój pokój, zostawiając mnie w nim samą ze swoimi myślami. 
Oparłam głowę o ręce, nie wiedziałam już jak miałam to od niego wyciągnąć.
Po krótkiej chwili mój telefon za wibrował w moich spodniach, wypuściła głośno powietrze, włączając nie przeczytaną jedną wiadomość, która dostałam przed chwilą.
Od Nieznany.
'Widzę, że kłótnia z bratem? Hmm.. Robi się coraz ciekawiej. Bądź dziś pod tym adresem co dostałaś ode mnie, a dokładnie o godzinie dwudziestej czwartej. Wtedy się przekonasz.' 
Moje oczy się rozszerzyły, to znaczy że on może być w pobliżu. On może mnie teraz obserwować, a ja nie mogłam nic zrobić. Szybko zerwałam się na równe nogi i podeszłam do okna delikatnie je otwierając. W moją twarz uderzyło zimne powietrze, a po moim ciele od razu przeszły ciarki. Powdychałam jeszcze trochę tego zimnego powietrza, po czym zamknęłam okno zasłaniając od razu rolety. To był jedyny sposób na to, żeby ten ktoś mnie nie widział.
Chodziłam w tą i z powrotem nie wiedząc, czy mam o wszystkim powiedzieć Zaynowi? Po mimo iż mam nie za dobre wątpliwości, wolałam porozmawiać z kimś innym niż z nim, po wczorajszej nocy ma za dużo zmartwień. O ile wogóle mogę to tak nazwać. Odruchowo chwyciłam telefon wybierając tym razem numer do Cat. Wolałam zadzwonić do niej, niż do Harrego, który w dziwny sposób na to zareagował. Czasami naprawdę nie wiem co w niego wchodzi, ale zachowuje się inaczej, niż zwykle. Dlatego wolę zadzwonić do Cat, która jest zazdrosna jeśli chodzi, o to że zwierzam się Harremu. Mniejsza o to. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha. Po niecałych trzech sygnałach usłyszałam ten cieniutki a zarazem piskliwy głosik, na co od razu się uśmiechnęłam.
-Halo?.- wyglądało to tak, jak bym jej w czymś przeszkodziła.
-Hej Cat, nie przeszkadzam?.- Po krótkiej chwili zapytałam. Nie lubię zmieniać komuś planów, więc wolę się upewnić. 
-Alice!.-Krzyknęła do słuchawki.-Nie, a coś się stało?!.-Jej głos rozbrzmiał mi w uszach jak jakieś echo. 
-Nie.-Przerwałam. Zaraz przecież właśnie po to do niej dzwonie!-Znaczy tak, eh mogłabyś do mnie przyjechać?-Przeciągnęłam ostatnie zdanie przegrywając przy tym nerwowo wargę. 
-Jasne, ale szczerze Alice zaczynam się trochę martwić! Będę za 10 minut.- To były ostatnie słowa, jakie usłyszałam bo połączenie zostało zakończone. 
*
Siedziałam w kompletnej ciszy, czekając na moja przyjaciółkę, która mieszka trzy domu dalej, a nie ma jej już z 20 min! Z nerwów, które teraz mi towarzyszyły zaczęłam stukać paznokciami w biurko, przy którym obecnie siedziałam. 
Po jeszcze krótkiej chwili, która dla mnie trwała w nieskończoność, zadzwonił dzwonek do drzwi. Zerwałam się na równe nogi biegnąc od razu do drzwi. 
Szybko je otworzyłam, a moim oczom ukazała się drobna brunetka z wielkim uśmiechem.  
-Co tak długo?!-Pisnęłam, otwierając szerzej drzwi, aby dziewczyna mogła wejść do domu.
-Przepraszam, ale wiesz musiałam jeszcze się uszykować.-Tłumaczyła się przyjaciółka. Rzeczywiście przecież, ona była dziś w szkole.
Bez słowa ruszyłam na górę ciągnąc swoją przyjaciółkę za rękę. 
-Alice, powiesz mi do cholery co się dzieje?!-Zapytała Cat, prawie krzycząc, gdy weszłyśmy do pokoju. Nie odpowiedziałam nic tylko zamknęłam za sobą drzwi na klucz, aby nam nikt nie wszedł.
-Mam prośbę.-Słowa, nad którymi nie potrafiłam zapanować opuściły moje usta, niczym piosenka. 
-Jaką?.-Brunetka opadła na łóżko koło mnie. 
-Musisz ze mną dziś gdzieś pójść.-Mówiłam jednocześnie bawiąc się swoimi włosami.
-Alice możesz nie bawić się ze mną w jakieś podchody, tylko powiedz mi o co chodzi.- Cała Cat nigdy nie lubiła zgadywać była bardzo niecierpliwa. Zastanawia mnie to jakim cudem ze mną wytrzymuje. Bo do mnie trzeba mieć stalowe nerwy.
-Sama chciałabym wiedzieć o co chodzi.- Mój głos stawał się nagle coraz cichszy, dziewczyna tylko na mnie popatrzyła po czym natychmiast mnie przytuliła. Zawsze wiedziała jak poprawić mi humor. Czy już dziś mówiłam, jak bardzo ją kocham? Nie? No to właśnie tak, kocham Cat jak siostrę.
Po pewnym czasie zorientowałam się, że nie pokazałam dziewczynie, wiadomości które dostawałam od tajemniczego S.A. Szybko uwolniłam dziewczynę z uścisku, po czym wyciągnęłam telefon z kieszeni.Po czym go odblokowałam, pokazując dziewczynie wiadomości.
Po przeczytaniu ich obydwie siedzieliśmy w ciszy, żadna się nie odezwała.
-Dobra pomogę ci.-Powiedziała Cat, stanowczym głosem. Od razu wiedziała o co mi chodzi. Ja tylko delikatnie się uśmiechnęłam.
***************************************************************************************
No i jest 4 rozdział, przepraszam, że tak późno ale mam w ten poniedziałek próbne testy i musiałam się przygotowywać do niech :((. Ale już jest rozdział więc mam nadzieję, że się podoba  chociaż trochę. :)) Rozdział 5 pojawi się już w sobotę:)
 

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 3

'S.A' czy jak on tam ma. Podeszłam do łóżka wygonie się układając, a gdy już zasypiałam, mój telefon zaczął wibrować. Poderwałam się do pozycji siedzącej i chwyciłam go w ręce po czym odblokowałam go i jednym palcem przejechałam po ekranie klikając od razu ikonkę na, której była wiadomość.
'Dobranoc, ładnie ci było w tych ubraniach, mam nadzieję, że jutro znów cię zobaczę. S.A'
Rzuciłam telefon w drugi kąt łóżka i schowałam się pod kołdrę.
*******
Musiałam chociaż na chwilę wyjść spod tej kołdry ponieważ brakowało mi już powietrza.No już Alice nie masz, się czego bać, jesteś w domu, a na dole siedzi Zayn  i w każdej chwili możesz go zawołać. Powtarzałam sobie w myślach, aby choć na chwilę się uspokoić. No już Alice wyłaś spod tej kołdry, nie bądź tchórzem. Na raz, dwa, trzy. Najszybciej jak potrafiłam wyskoczyłam spod kołdry, chwytając od razu telefon w rękę i od nowa chowając się pod kołdrę. Szybkim sprawnym ruchem, odblokowałam telefon i wybrałam pewien numer.
-No odbierz.-Zaczęłam szeptać już sama do siebie, w duchu modląc się, aby odebrał.
-Halo?-Po drugiej stronie odezwał się, zaspany głos, który brzmiał niesamowicie słodko.
-Możesz do mnie przyjść?-Zapytałam od razu nie owijając w bawełnę.
-Ale, co się stało?...-Nie dałam mu dokończyć ponieważ mu przerwałam.
-Proszę, przyjdź do mnie jak najszybciej, albo zaraz oszaleje. Zostawię ci otwarte okno do mojego pokoju, abyś mógł wejść, proszę przyjdź.-Po tych słowach rozłączyłam się natychmiast, nie dając mu możliwości nawet chwili się zastanowić. Delikatnie zrzuciłam z siebie kołdrę i jak najciszej potrafiłam ruszyłam w stronę okna, otworzyłam je tak, aby mój gość miał łatwy dostęp do środka, a zimne powietrze od razu uderzyło w moją skórę niczym lód. Rozejrzałam się jeszcze po ogrodzie, aż w końcu zauważyłam znajomą sylwetkę, która maszeruję przez mój, ogród z drabiną w ręku, zauważając to, że mieszkam dość wysoko, aby mógł sobie poradzić bez niej.
Chłopak delikatnie oparł ją o ścianę domu, i jak najciszej tylko mógł zaczął się po niej wspinać, jego loki rozwiewał delikatny wiatr odsłaniając jego oczy, które na początku przykryte były grzywką.
Odsunęłam się w bezpieczne miejsce, żeby zrobić miejsce brunetowi.
Po chwili chłopak staną przede mną patrząc mi prosto, w oczy jakby chciał coś w nich znaleźć, choćby gram, jakichkolwiek emocji, ale nic. Moje spojrzenie przepełnione było, pustką i strachem, widziałam to po jego twarzy. Nagle z moich oczy zaczęły wylatywać pojedyncze łzy, chłopak zareagował od razu, przytulając mnie mocno do siebie.
-Alice co się stało?-W jego glosie można było wyczuć, strach.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, tak jakby mówił do ściany. Podeszłam tylko do łóżka i spod kołdry wyciągnęłam telefon, wchodząc od razu na wiadomości, przekazując telefon chłopakowi.
Wpatrywałam się w chłopaka jak w obrazek, czekając na jego ruch, lub jakąśkolwiek odpowiedź, ale z jego strony było tylko słychać głuchą ciszę, która teraz wypełniała cały mój pokój, słychać tylko było nasz oddechy ale poza tym nic więcej. Widziałam jak ręce chłopaka powoli zaciskają się w twardą pięść, a szczęka mocno się zaciska, że nawet kartka papieru by przez nią nie przeszła.
Delikatnie położyłam rękę na jego ramieniu, nie wiedząc jak zareaguję.
-Harry.-Mój głos lekko zadrgał. Teraz coraz pewniej jeździłam ręką po jego ramionach, a chłopak nawet nie drgnął.
-Od kogo to?- ciągle wpatrywał się w ścianę naprzeciwko niego. Obeszłam go od tyłu, tak abym mogła stać z nim teraz twarzą w twarz, spojrzałam prosto w jego oczy, ale nie mogłam w nich nic zobaczyć, nie było widać żadnych emocji, przerażało mnie to nigdy, go takiego nie widziałam.
-N-nie wiem.-Zająknęłam się. Na prawdę, nie wiem kto to może być, ani czego ode mnie chce. Przerażało mnie to. Harry nic więcej nie powiedział tylko od razu ruszył z miejsca i mocno mnie przytulił, tak że teraz mogłam poczuć jego perfumy, które pachniały bosko. Staliśmy tak przez dłuższa chwilę,  gdy nagle w moich uszach rozbrzmiał głos Harrego.
-Jutro jest szkoła powinnaś już iść spać.-Poczułam jak ramiona bruneta się rozluźniają, a on sam zaczął się ode mnie oddalać.-Dobrano Alice.- Powiedział i zniknął tuż za moim, oknem.
Patrzałam na otwarte okno, ciągle nie mogą uwierzyć w to co się stało. Zostawił mnie samą, a ja chciałam mu się zwierzyć. On coś wie na ten temat, czuję to on coś na pewno wie! Krzyknęłam w myślach i rzuciłam pierwszą lepszą rzeczą, którą miałam pod ręką, akurat pech był taki, że przypadło na mój telefon. Nawet nie wróciłam po telefon tylko od razu rzuciłam, się na łóżko i wykończona tym wszystkim zasnęłam.
*
Rano bardzo delikatnie i ostrożnie, przetarłam oczy ponieważ całe były opuchnięte i podkrążone od płaczu. Moje myśli ciągle wracały do wczorajszej nocy, do tego jak Harry się zachował. Ciągle, nie wiedziałam co się dzieje i kto pisze do mnie te chore wiadomości, ale jedno jest pewne za wszelką cenę muszę się dowiedzieć kogo to sprawka. Mój telefon ciągle leżał w tym samym miejscu, nawet nie sprawdzałam czy nic mu się nie stało i czy dalej działa, po prostu od razu go tak zostawiłam, i poszłam spać. Miałam już dość tej chorej, gry bo tak to było można właśnie nazwać. Leniwym krokiem podeszłam do telefony, który leżał w kącie pokoju, od razu schylając się i podnosząc go. Mój wzrok od razu powędrował na stłuczoną szybkę, wyglądało to tak jakby, pająk zostawił na nim swoją pajęczynę. No to brawo Alice tego telefonu nie masz nawet rok! Krzyknęłam w myślach, po czym uderzyłam się prosto w czoło. Czekajcie, która jest godzina?! Szybko odblokowałam urządzenie i spojrzałam na zegarek, no pięknie była za dwadzieścia jedenasta. Jak to możliwe?! Jak to możliwe, że Zayn mnie nie obudził?! Szybko podbiegłam do szafy, przewracając wszystko, tak że leżało do góry nogami.
Wbiegłam do toalety trzaskając drzwiami, nie obchodziło mnie to teraz za bardzo czy tamci jeszcze śpią czy nie, ważne jest to, że nie mogę opuścić dzisiejszego dnie w szkole! Szybko ubrałam się w ubrania, które w pośpiechu wyciągnęłam zrobiłam szybki makijaż i umyłam zęby. Chwyciłam jeszcze tylko torebkę w ręce razem z telefonem i zaczęłam zbiegać po schodach, do kuchni.
-Czemu mnie nie..?!- Chciałam już wydrzeć się jak najgłośniej mogę na Zayna, ale w pomieszczeniu nikogo nie było. Postanowiłam nie tracić czasu, nad zastanowieniem się gdzie on polazł, tylko poszłam na korytarz zakładając białe converysy nawet ich dobrze nie wiążąc. Wyszłam na dwór zamykając drzwi na klucz i ruszając w stronę szkoły. Dobrze, że miała do niej tylko 10 minut drogi, bo inaczej byłoby po mnie. Sięgnęłam do torby po słuchawki po czym podłączyłam je do telefonu, następnie wkładając do uszu. Gdy doszłam do pasów, rozejrzałam się czy nic nie idzie i szłam dalej. Ale nagle usłyszałam, tak głośny pisk opon, który zagłuszył muzykę w telefonie, szybko odwróciłam wzrok a moim oczom ukazało się czarne ferrari, a tuż po chwili, z samochodu wysiadł jego właściciel, moje serce momentalnie stanęło. Ciągle nie mogłam dopuścić do siebie tej myśli, że gdyby nie jego gwałtowne hamowanie, mogłabym skończyć w szpitalu, albo i gorzej. Adrenalina w mojej krwi nagle zaczęła rosnąć, wyciągnęłam słuchawki, gdy usłyszałam głos jak się nie mylę kierowcy.
-Możesz uważać jak chodzisz?!-Usłyszałam lekko zachrypnięty głos, mężczyzny.
-Ja mam uważać jak chodzę?!-Wrzasnęłam. To jego wina jakbym, nie jechał tak szybko i by patrzył czy ktoś przechodzi przez te pieprzone pasy, to nie musiał by robić mi teraz na środku ulicy afery o to!
-No, wiesz na pewno nie ja.-Widzę go pierwszy raz na oczy, a tak właściwie nie widzę jego twarzy wogóle, ponieważ ma założony kaptur, który zasłania jego całą twarz.
-Jakbyś nie widział, a tak szczerze to wątpię, żebyś przez ten kaptur coś widział, to szłam po pasach a ty wyskoczyłeś zza rogu jak jakiś wariat i to jeszcze jechałeś z tak dużą prędkości!.- Ugh nie znam go dobrze, ale już go nie lubię.
-Dobra złaź mi z drogi nie mam całego dnia, dla ciebie, mam jeszcze inne sprawy niż kłócenie się z dzieckiem.- Czy on właśnie nazwał mnie Dzieckiem?! aż naszła mnie ochotę go przytulić, drutem kolczastym wokół szyi.
-Pff dorosły się odezwał.-Tak właściwie to nawet nie wiem ile ma lat, ale na pewno nie jest aż taki stary, żeby mógł nazwać mnie dzieckiem.
-I właśnie w tym momencie udowodniłaś, że jednak jesteś tym dzieckiem.-Chłopak zaczął się do mnie zbliżać, nie wiedziałam co robić więc stałam i nawet nie drgnęłam. Gdy już poczułam, jego perfumy, które pachniały o wiele lepiej, niż te które używa Harry, zorientowałam się, że stoję z nim twarzą w twarz. Nie widziałam nic, dopóki wiatr nie zwiał jego kaptura a mi ukazała się idealna twarz chłopaka. Oniemiałam z wrażenia, jak taki idealny Facet mógł się tak zachowywać? Jego rysy twarzy delikatnie podkreślały jego uśmiech ( bo właśnie w tym momencie zaczął się uśmiechać, ukazując szereg swoich białych zębów.) A oczy, mogłabym w nich zamieszkać, miały idealnie duże, a ich kolor? Jakby rozwaliła się fabryka czekolady, która wypełniła jego oczy. Jego usta miały kolor malinowy i były idealnie wypełnione, jeju to był po prostu ideał faceta, szkoda, że jego charakter musi być aż tak zjebany.
-Uważaj bo zaczniesz się ślinić.-Usłyszałam nagle ten sam głos, z którym parę minut temu się kłóciłam.
-Hmm?-Wyrwałam się zza myśleń i uświadomiłam sobie, że ciągle się na niego patrzę.
-Dobra mała posłuchaj zejdź mi z drogi, śpieszę się.-Nagle jego cudowny uśmiech zszedł mu z twarzy, a wróciła znów ta ponura mina.
-Mała to jest twoja pała, ja jestem niska.-Odpyskowałam mu, po czym odwróciłam się na pięcie i na pożegnanie pokazałam mu środkowego palca. Boże jaki to jest dupek, ja nie wiem jak jego dziewczyna z nim wytrzymuję, chociaż wątpię czy ją ma bo bardziej wygląda mi na takiego, który skacze z kwiatka na kwiatek..
*
Kilka minut później znalazłam się pod szkoła, szybkim krokiem udałam się na korytarz, który rozciągał się w każdą możliwą stronę. Podbiegłam do tablicy, na której zawsze wisiał plan lekcji wszystkich klas, oraz jakieś inne nie interesujące mnie informacje na temat tej pieprzonej szkoły.
Przejechałam delikatnie palcem po papierku wszerz, aby sprawdzić co mam. Na mojego pecha trafiłam akurat na matematykę! Za jakie grzechy ?! przecież byłam grzeczna, tak przynajmniej mi się wydaję.
Powolnym krokiem zmierzałam ku klasie, szczerze nie śpieszyło mi się na tą lekcję. Gdy już dotarłam do właściwej klasy, delikatnie zapukałam po czym weszłam do środka, wszystkich wzrok od razu przeniósł się na mnie, razem ze wzrokiem Pani Luca's.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- Na twarzy nauczycielki, pojawił się sztuczny uśmiech.-Śpiąca królewna w końcu postanowiła do nas zawitać.-Skąd ona wiedziała, że zaspałam? Może Zayn napisał usprawiedliwienie? Nie wiem, szczerze nawet mnie to nie obchodziło. Moim marzeniem, na dzień dzisiejszy było to, żeby ona skończyła już swoje gadanie i dała mi w końcu usiąść na miejsce, abym mogła przejść do tematu lekcji.
-A teraz zabrakło ci języka w buzi?.- już miałam się odezwać, ale stwierdziłam, że jednak to nie był by dobry pomysł. Bez słowa ruszyłam w stronę, swojej ławki która stała na końcu sali, tuż koło ławki Cat. Cała klasa patrzyła na mnie jak na jakiegoś skazańca, który właśnie uciekł z więzienia. Mój wzrok od razu powędrował w dół. Ciągle na sobie czułam, wzrok całej klasy na sobie. Zignorowałam to i usiadłam do ławki wymieniając, krótkie spojrzenia z przyjaciółką, po czym zaczęłam rysować coś po książce. Lekcja matematyki dłużyła mi się niesamowicie, ciągle odliczałam minuty, do dzwonka, i ciągle ubywało tylko nie całe 5 minut, co doprowadzało mnie do szału.
*
Po 45 minutach tej męki, lekcja w końcu dobiegła końca, za co bardzo dziękowałam Bogu, z całego serca. Serio nie wytrzymała bym z ta babą ani minuty dłużej. Współczuje jej córce i mężowi, o ile  wogóle ich ma, ale to już nie będę wnikała w jej sprawy 'rodzinne'.
Szłam korytarzem szkolnym mijając wszystkich ludzi, nawet tych którzy mnie wołają. No nie powiem ignorowanie ludzi wychodzi mi całkiem nieźle. Po chwili po czułam na swoim ramieniu, kogoś rękę. Niechętnie odwróciłam się do tyłu, aby zobaczyć do kogo ona należy. Oczywiście to była Cat, której uśmiech ani na chwilę nie schodził z twarzy.
-Możesz mi powiedzieć, co się z tobą dzieje?- i nagle bum koniec z jej uśmiechem. Powiem wam, że Cat to bardzo dobra aktorka, może się śmiać, a po chwili jej humor zmienia się o 360 stopni, tak jak u kobiety z okresem, lub ciąży.
Spojrzałam, na dziewczynę z pod oka i zaczęłam iść dalej, totalnie ignorując to co dziewczyna do mnie mówi. Nie zdziwiła bym się jak by dziewczyna za mną poszła, ponieważ znam ją bardzo dobrze, i zawsze tak jest, że jak próbuje ją zignorować, a ona i tak nie daje za wygraną. Po dłuższej chwili po czułam lekkie szarpnięcie na swoim ramieniu. Nerwowo odwróciłam się, a moim oczom znowu ukazała się drobna brunetka, która teraz piorunowała mnie wzrokiem. Wypuściła głośno powietrze z ust i oparłam się o szafkę.
-Alice nie ignoruje mnie, tylko powiedz co się stało!- Cat wydawała się teraz bardzo, zła co u niej jest bardzo rzadkie.
-Nic się nie stało.- Powiedziałam, tak cicho, że zastanawiałam się czy mnie usłyszała.
-Jasne, Jasne oszukiwać możesz Harrego, ale nie mnie za dobrze cię znam!- No i tu miała rację. Ona zawsze potrafiła wyczuć czy u mnie jest wszystko dobrze, w porównaniu do Harrego.
-Po prostu mam zły dzień i tyle.- Powiedziałam na jednym tchu i poszłam dalej.  Nawet nie oglądałam się czy dziewczyna dalej za mną idzie. Po prostu szłam dalej, opuszczając budynek szkolny chociaż miałam jeszcze 4 lekcje.  Spacerkiem wracałam do domu, ignorując wszystkich przechodniów. Moje myśli ciągle krążyły wokół tego chłopaka, któremu  o mało dziś nie wpadłam pod koła, ale nie tylko ciągle zastanawiałam się gdzie, do cholery jest Zayn.
Nie widziałam go od naszego wczorajszego obiadu, gdzie on znów poszedł? Wiem, że jak każde rodzeństwo się kłócimy, ale to normalne u każdego rodzeństwa, ale martwię się o niego, jak nie wróci do dwudziestej, pójdę go szukać, ale oby wrócił.
*
Po dość długim spacerze wróciłam do domu, obeszłam wszystkie pokoje w domu ale nikogo nie było dalej, bezsilnie opadłam na kanapę wypuszczając głośno powietrze z ust.
Zastanowiłam się jeszcze przez chwilę gdzie oni mogą być. Po dość długiej chwili usłyszałam otwierające się drzwi, zerwałam się na równe nogi i jak najszybciej mogłam pobiegłam na korytarz. 
W przejściu zobaczyłam wujka, ale nie było z nim Zayna. Mój umysł w tej chwili zaczął wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Musiałam wziąć się w garść i iść go poszukać. Przelotnie spojrzałam jeszcze tylko na zegarek, była dokładnie za dwadzieścia szósta, boże jak ten czas szybko mi zleciał, nie dawno co wyszłam ze szkoły i zastanawiałam się, gdzie wcięło mojego brata. Nie zamieniając z wujkiem anie jednego słowa wyszłam z domu, zakładając na siebie jedynie kurtkę i buty, oczywiście nie było to mądre bo na dworze robiło się coraz zimniej, ale miałam to w nosie za wszelką cenę chciałam znaleźć Zayna, martwiłam się i to bardzo. 
*
Szłam ciemną alejką, w której mogło roić się od jakiś dziwnych, ale teraz nie obchodziło mnie to moje myśli ciągle błądziły w okół mojego starszego brata.
Po dwóch godzinach chodzenie, miałam już dość ale obiecałam, że nie spocznę dopóki go nie znajdę.
Ale nagle mój wzrok przykuła jakaś dobrze znana mi sylwetka, schowałam się i dobrze przyglądałam. TO był Zayn, ale co on tu robi? Przyglądałam się coraz bardziej czekając na jego ruch. Po pięciu minutach do mojego brata podszedł jakiś chłopak? Chyba przez kaptur nie było nic widać, ale sylwetka i gesty, najwyraźniej mnie nie zmyliły, to na pewno musiał być chłopak. 
Ale zaraz, zaraz co oni robią? Chłopak zaczął przekazywać mojemu bratu jakiś biały proszek, który bardzo przypominał mi, nie to nie może być prawda. Po chwili  Zayn dał mu jakąś beżową kopertę. Czy to możliwe? Zayn bierze narkotyki?! Nie mogłam w to uwierzyć!
**********
I jest 3 rozdział!!!!!!!!!!!!! Miał być wcześniej ale rozdział nie był dokończony!!! Mam nadzieję, że się podoba :)) I widzimy się w sobotę z rozdziałem 4!! :)
              CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 2

' Od nieznany':
' Udanego dnia w szkolę, bądź grzeczna.' Szczerze nic sobie, nie robiłam z tych wiadomości, może ktoś wprowadził sobie zły numer i teraz pisze nie do tego kogo trzeba. Och to na prawdę będzie udany dzień w szkole. Wyczuliście ten sarkazm?
****
Moją pierwszą lekcja była matematyka. Czy tylko ja nie lubię tego przedmiotu? I tej wrednej baby, która go uczy?! Czy, wszystkie matematyczki są takie wredne?! Nie, nie wydaje mi się. Tylko Pani Luca's taka jest.
Dobra Alice przestań, o niej tyle myśleć, powiedziałam sobie w myślach. Nim się obejrzałam dostrzegłam, że stoję dokładnie pod budynkiem szkolnym. Powoli zaczęłam wchodzić po schodach, które prowadzą na główny hol. Dokładnie tydzień nie było mnie w szkole, a dyrektor wprowadził już jakieś zmiany, a mianowicie, szkoła była odświeżona i dowieźli nowe szafki, które były dla klas pierwszych. Przechadzałam się po korytarzu, gdy mój wzrok napotkał pewną parę, która okazywała sobie uczucia, nie to, żebym miała coś przeciwko tylko po prostu mam złe wspomnienia z moim byłym chłopakiem. No już Alice dosyć nie myśl o nim, tyle było minęło, go już nie ma, nie zobaczysz go przez następne kilka lat, jak nie dłużej. Pomyślałam sobie. Ze sztucznym uśmiechem pokręciłam głową i szłam dalej, a mianowicie do swojej szafki, która stała praktycznie w centrum szkoły.
-Alice!-Usłyszałam ten głos, który mogłabym poznać wszędzie, a na leżał on do drobnej brunetki, którą ledwo co było widać w tym tłumie. Oczywiście chodziło mi o moją przyjaciółkę Cat.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, nawet nie zdążyłam się z nią przywitać, bo brunetka rzuciła się na mnie mocno ściskając, tak jakby nie widziała mnie przez co najmniej rok!
-Cat, dusisz.- Krzyknęłam do niej przez śmiech, powoli uwalniając się z jej uścisku.
-Jak ja się cieszę, że wróciłaś!  Wiesz jak bez ciebie, jest nudno na lekcjach?!- Wrzasnęła tak głośno, że założę się, że cała szkoła już ją słyszała.
-Cat, tylko spokojnie.- Powiedziałam dalej śmiejąc się z przyjaciółki.
-Jak ja mogę być spokojna?! Wiesz jak dużo rzeczy mamy do nadrobienia?!- O nie zaczyna się, ale to nie tak, że nie lubię zakupów z Cat po prostu ją znam i wiem, że szybko się jej stamtąd nie wyciągnie, a szczególnie gdy są jakieś, wyprzedaże. Coraz bardziej wsłuchiwałam się w plany przyjaciółki na ten weekend chociaż, że dopiero mamy poniedziałek, ale coraz bardziej zaczęło mnie to przerażać. Nagle w oddali korytarza zobaczyłam loki, które mogłabym poznać wszędzie, to Harry. Oczywiście on chodzi do starszej klasy, która znajduję się w tym samym budynku. Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
-Harry!- Odbiegłam od szafki zostawiając przy niej zdziwioną Cat, wybaczy mi to. Pobiegłam szybko do chłopaka i rzuciłam mu się na szyję mocno przytulając. I wcale nie obchodziło mnie to, że zostawiłam szafkę otwartą, i że może mi coś zginąć, na razie liczyli się dla mnie tylko przyjaciele, i nic więcej.
-Wow, ciebie też miło widzieć Alice.- Harry powiedział przez śmiech, od razu odwzajemniając uścisk.-A i mam pytanie, gdzie jest Cat?- Zapytał odstawiając mnie na ziemię ciągle się śmiejąc.
-Zostawiłam ją przy szafce.- tłumaczyłam.- Wiesz zobaczyłam ciebie i przybiegłam się przywitać, no w końcu nie widzieliśmy się tydzień!.- Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem i oblizał wargę.
-Alice jak mówisz, staraj się łapać oddech, żebyś nam tu nie padła.- Słowa, które wypowiedział od razu do mnie dotarły, a ja zauważyłam, że faktycznie nie łapie oddechu, gdy gadam. Ja tylko na te słowa się zaśmiałam i pokręciłam głową.
-A propos Cat, jak myślisz wybaczy ci to, że ją zostawiłaś samą?- Zapytał chłopak unosząc prawą brew do góry.
-Jeśli mnie kocha, to wybaczy.- Nie dałam brunetowi nic powiedzieć, bo od razu chwyciłam jego rękę i pociągnęłam w stronę Cat, która nadal stała przy mojej otwartej na całą szerokość szafce, gadając z jakimiś dziewczynami z pierwszych klas. Gdy dotarliśmy do niej wszystkie spojrzenia powędrowały na Harrego, patrzyły na niego w ten sposób jakby był jakimś bogiem seksu. No ale nie dziwie się, chłopak był bardzo przystojny, miał idealne rysy twarzy, oczy, które pasowały do jego włosów, i ten idealny uśmiech. Oraz włosy, które perfekcyjnie opadały mu na czoło. Był również, jednym z najlepszych sportowców w szkole, i miał ciało, którego inny chłopacy na pewno mu zazdrościli.
- Zostawiłaś mnie samą!.- Z zamyśleń wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki.
-No przepraszam,  ale no.- Ręce Harrego od razu powędrowały na moje usta, zakrywając je.
-Zostawiła cię tylko dlatego, że przybiegła się ze mną przywitać.- Na jego twarz wkradł się cwany uśmieszek.  Ciągle zastanawiało mnie to, czy długo jeszcze on będzie trzymał tak tą rękę na moich ustach?!
-To mogła mi powiedzieć, a nie zostawiać mnie samą!- Cat zaczęła podnosić swój piskliwy głosik, co brzmiało bardzo zabawnie.
-A tak wogóle, ciebie też miło widzieć Cat.- Wtrącił się chłopak, próbując powstrzymać się od śmiechu, ale szczerze nie wychodzi mu to.
-Tak, tak daruj sobie, ok?- Zaśmiała się brunetka podchodząc do chłopaka, przytulając go, ale obaj po chwili wybuchli głośnym śmiechem. A uczniowie, którzy przechodzili koło nas patrzyli się na nich jak na jakiś idiotów, ale co im się dziwić na prawdę tak wyglądali. Serio czasami zastanawiam się, czy oni na pewno mają po siedemnaście i dwadzieścia lat, ponieważ zachowują się jak dzieci, albo nawet i gorzej, jak baby z okresem!
Spojrzałam jeszcze raz na Harry'ego, a później na jego rękę, która ciągle była na moich ustach, a on chyba o tym zapomniał, więc postanowiłam mu pomóc ją ściągnąć.
-Ał.-Usłyszałam nagle krzyk chłopaka.
-Co jest Harry?- Zapytałam rozbawiona, ponieważ dobrze wiedziałam co się mu stało, a już na pewno bardzo dobrze znałam sprawcę.
-Bardzo śmieszne.- Harry spojrzał na mnie ze sztucznym uśmiechem, po czym zajął się skrzywiać z bólu. Cat tylko patrzyła na nas jak na debili.
-Co si stało?- Zdezorientowana ciągle robiła dziwne miny.
-Alice mnie ugryzła!.- Krzyknął, a ja już nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, patrząc jak mocno to przeżywa. Po chwili złapałam Cat za rękę i ruszyłam w stronę sali matematycznej ponieważ, za chwilę miał być dzwonek, który maił oznaczać, że pierwsza lekcja się zaczęła.
-Nienawidzę cię!- Krzyknął chłopak ciągle trzymając się za obolałe miejsce.
-I tak mnie kochasz!-Odkrzyknęłam, zastanawiając się tylko czy Harry na pewno mnie usłyszał. Przyciągnęłam Cat bliżej siebie i po ciągnęłam ją w stronę klasy, ponieważ przed chwilą był dzwonek na lekcję, który oznaczał, że już czas zacząć to piekło.
*
Lekcje ogólnie  minęły mi bardzo szybko, co jest nowością i to dużą. Po lekcjach od razu wróciłam prosto do domu, razem z Harrym i Cat, ponieważ mieszkają tylko kilka domów ode mnie.
Pożegnałam się z nim i szczęśliwie weszłam do domu, bo baba od matmy dziś dała mi spokój, całe szczęście bo kompletnie, nic nie umiałam. Jak najciszej chciałam przekroczyć, próg domu, żeby nikt mnie nie zatrzymywał i pytał jak tam w szkole, nienawidzę tego.
-Hej młoda jak w szkole?!- Usłyszałam wołanie zza futryny kuchni, powoli weszłam do kuchni, widząc tam mojego brata, który stoi przy garach i próbuję coś 'ugotować'.
-Mogę zapytać co ty właściwie robisz?-Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, to nie codzienny widok widzieć mojego brata przy garach.
-Próbuję coś ugotować, a co nie widać?-Oburzył się, jak mała dziewczynka.
-No właśnie, nie i zastanawiam się czy wogóle te twoje 'jedzenie' będzie jadalne.-Patrząc na ten cały bałagan in ten cały jego obiad na prawdę zaczęłam w niego wątpić. On ma już prawie dwadzieścia lat a nie umie przyrządzić głupiego jedzenia.
Chłopak patrzył na mnie przez chwile, tak jak by nad czymś myślał.
-To może po prostu, zamówimy coś do jedzenia?-Wyrwał się nagle. A ja nie miałam nic przeciwko, bo wiecie chciałam jeszcze trochę pożyć, założyć rodzinę i te sprawy, a nie umierać w wieku siedemnastu lat, tylko dlatego, że mój straszy brat nie umiał przygotować obiadu i otruł nas oboje.
Ja tylko kiwnęłam głową zgadzając, się na jego propozycję.
Zayn chwycił od razu za telefon i zamówił duża pizze dla nas obojga.
*
Po 'obiedzie', który 'ugotował' mój brat, pomogłam mu odnieść naczynia do zmywarki, mówiąc mu od razu jedną rzecz.
-Ty sprzątasz po obiedzie, nawet nie licz na to, że ci pomogę.-Mój brat był typem chłopaka, który chciałby, żeby wszystko robić za niego, ale nie ze mną te numery.
Nie dając mu nawet chwili na odpowiedź zabrałam torbę z korytarza i pobiegłam do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi, nawet nie spytałam gdzie jest wujek, i szczerze mało mnie to obchodzi.
Położyłam torbę na biurko i wyciągnęłam tylko zeszyty i książki, z których miałam zadane zadania domowe.
*
Odrabianie tych lekcji zajęło mi z dobre dwie godziny, bo musiałam nauczyć się jeszcze na dwa sprawdziany, które mam jutro. Aktualnie był godzina za dziesięć dziesiąta, wzięłam swoje piżamy i poszłam do toalety, aby ogarnąć się już do spania, bo byłam niesamowicie zmęczona dzisiejszym dniem. Nawet nie miałam ochoty na kolację, bo najadłam się tą duża pizzą.
Zdjęłam z siebie brudne ubrania i rzuciłam je do kosza na brudy. Weszłam do kabiny i odkręciłam gorącą wodę, która zaczęła spływać po moim nagim ciele, prawą ręką sięgnęłam po swój płyn do ciała o zapachu kokosowym i zaczęłam wcierać go w swoją skórę, później dokładnie go spłukując. Gdy już byłam po kąpieli i ubrana w piżamę stanęłam naprzeciwko umywalki i zaczęłam porządnie myć swoje zęby po czym zadowolona opuściłam toaletę. Gdy już weszłam do pokoju zdziwiło mnie to, że nie dostałam dziś żadnej wiadomości od 'S.A' czy jak on tam ma. Podeszłam do łóżka wygonie się układając, a gdy już zasypiałam, mój telefon zaczął wibrować. Poderwałam się do pozycji siedzącej i chwyciłam go w ręce po czym odblokowałam go i jednym palcem przejechałam po ekranie klikając od razu ikonkę na, której była wiadomość.
'Dobranoc, ładnie ci było w tych ubraniach, mam nadzieję, że jutro znów cię zobaczę. S.A'
Rzuciłam telefon w drugi kąt łóżka i schowałam się pod kołdrę.
**********
I jest 2 rozdział :)! Mam nadzieję, że wam się podoba :)! Ale Rozdział 3 pojawi się dopiero w sobotę :)!

           CZYTASZ = KOMENTUJESZ.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 1

-Alice!-Usłyszałam wołanie dochodzące z ogrodu, po czym zerwałam się szybko na równe nogi i zaczęłam wychylać się przez okno, po drodze chwytając w ręce latarkę, zauważając iż jest już dość późna godzina, a ktoś bardzo mądry stoi pod moim oknem i się drze. Nie żebym miała coś przeciwko, ale pobudzi zaraz całą okolicę, a co najgorsze mojego wujka, który do miłych nie należał ( jaka szkoda). No więc wychyliłam się przez okno włączając latarkę i szukając tej osoby. Mój wzrok błądził po ciemnym ogrodzie, ale niczego i tak w tych ciemnościach nie dostrzegając. Przygryzłam lekko wargę ( zawsze tak robię, gdy się boje lub jestem zdenerwowana.) i powoli zaczęłam zamykać okno., ale bez przerwy świecąc przez szybę, w różne miejsca. Może zaczynam już mieć jakieś zwidy? Albo po prostu ktoś sobie robi, ze mnie głupie żarty? Powoli podeszłam do swojego łóżka, kładąc się na nim próbując zasnąć.
-Alice!- Ten sam głos zaczął wołać moje imię coraz głośniej. Wypuściłam głośno powietrze z ust i szybkim zwinnym ruchem wstałam z łóżka, zmierzając w kierunku drzwi, które prowadzą na korytarz. Chwyciłam lekko klamkę i jak najciszej mogłam zaczęłam ją przekręcać, w duchu modląc się, aby nie obudzić ani mojego brata, ani mojego wujka. Gdy już jakoś w miarę zwinnie mi to poszło, zaczęłam na placach przemierzać korytarz, który prowadził do schodów, które prowadzą na sam dół prosto do drzwi, akurat tam gdzie miałam się znaleźć. W swojej prawej ręce ciągle trzymałam latarkę. Moje ręce trzęsły się niesamowicie, jakby zaraz coś na mnie miało wyskoczyć, z jakiegoś ciemnego zakamarka. Gdy już w miarę cicho dotarłam do drzwi głównych, lekko wyciągnęłam rękę do przodu, by móc przekręcić klamkę. Moja wolna ręka delikatnie chwyciła klamkę, która teraz była na przeciwko mnie. Najciszej jak tylko mogłam zaczęłam ją przekręcać w prawą stronę. Gdy już udało mi się je otworzyć delikatnie wychyliłam głowę, a następnie powoli zaczęłam wychodzić czując jak ciepłe powietrze uderzą w moje ciało. Znów próbowałam jak najciszej tylko mogłam zamknąć, za sobą drzwi nie chcąc budzić podejrzeń ze strony sąsiadów, no ale wątpię kto by chciał chodzić po dworze o tej godzinie. Powoli zaczęłam iść w stronę, strasznego ogrodu. Znaczy to było tak, że tylko w nocy wydawał mi się straszny, a za dnia było tam pięknie, no ale cóż za dobrych wspomnień to ja z nim nie mam, ale to już Historia na kiedy indziej. Powędrowałam prosto pod moje okno ciągle świecąc tą latarką po całym ogrodzie, ale niestety nic tu nie znalazłam, brawo Alice ktoś cię nabrał, mówiłam sobie w myślach. Wypuściłam głośno powietrze z ust i zaczęłam już normalnie bez żadnego strachu wracać do domu. Ale moje przeczucie nie dawało mi spokoju, czułam jak coś mnie obserwuje, na wszelki wypadek odwróciłam się w stronę mojego okna i zobaczyłam przy nim jakąś czarną postać, moje ręce momentalnie zaczęły drgać a ja zaczęłam biec do werandy. Jeszcze raz obejrzałam się za siebie, ale tam już nikogo nie było. Teraz nie obchodziło mnie to czy ich obudzę czy nie, wbiegłam szybko do domu, trzaskając drzwiami i ile sił w nogach pobiegłam do pokoju drzwi od razu zamknęłam na klucz, i powoli zsunęłam się po drzwiach wypuszczając powietrze z ust. Latarka wylądowała w kącie, nawet nie wiedziałam kiedy ją tam rzuciłam wszystko wydawało się dziać tak szybko. Posiedziałam tak jeszcze przez kilka minut, po czym powoli podniosłam się i zmierzałam w kierunku łóżka, na które później opadłam. Leżałam tak jeszcze przez chwile, ale nie trwało to długo, ponieważ mój telefon, który leżał na szafce nocnej zaczął wibrować. Szybkim ruchem sięgnęłam po niego, po czym powolnym ruchem odblokowałam go, a moim oczom ukazała się moja tapeta, na której byłam ja i dwójka moich najlepszych przyjaciół. A wyglądała ona tak, że ja stałam z lewej strony uśmiechając się do aparatu, natomiast w środku stał Harry, który zaczął robić głupie miny, a jeszcze koło Harrego stała Cat ( Mówimy tak na nią taki, jej skrót od imienia), która złapała się za głowę i udawała, że nas nie zna. Tak uwielbiam to zdjęcie, pamiętam one było robione dokładnie wtedy jak Cat dowiedziała się, prawdy o swoim chłopaku, a Harry próbował ją pocieszyć i jak zwykle mu się to udało! Uśmiechnęłam się na samą myśl tego wspomnienia, po czym przypomniałam sobie, że nie po to wzięłam telefon. Po krótkiej chwili mój ekran zrobił się czarny, zamazując od razu tapetę. Odblokowałam go ponownie i spojrzałam na wiadomość, którą dostałam na początku myślałam, że to Harry albo Cat nie mogą spać i piszą, ale to co przeczytałam kompletnie zbiło mnie z tropu.
' Od Nieznany:'
' Mam nadzieję, że cię nie wystraszyłem ;). Śpij dobrze. S.A.
Ostrożnie odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce, a sama położyłam się spać, choć nie ukrywam nie było to łatwe, ponieważ treść tej wiadomości ciągle chodziła mi po głowie. Nieswojo kręciłam się na łóżku szukając 'wygodnego miejsca', aby móc chociaż na chwilę zasnąć, ale moje myśli dalej nie dawały mi spokoju, przez to też nie mogłam zasnąć Zdesperowana podniosłam się do pozycji siedzącej, przeczesując swoje długie kręcone włosy, ciągnąc lekko za ich końce. Siedziałam nie ruchomo jeszcze, przez chwilę po czym sięgnęłam po swój telefon, aby zobaczyć, która jest godzina. Szybkim ruchem odłączyłam  go od ładowarki, a moim oczom znów ukazała się ta cudowna tapeta, nie wiem co bym zrobiła jak bym ich straciła traktuję ich jak rodzeństwo. Harry to taki mój starszy brat, którego już mam. Nie żebym na niego narzekała kocham go i to bardzo bo tylko on mi został, ale czasami doprowadza mnie do białej gorączki i mam ochotę go udusić, ale nie dziwię mu się bo po prostu się o mnie martwi, ale czasami aż za bardzo i na serio wtedy zastanawiam się czy on na prawdę ma 19 lat. Za to Cat traktuję jak swoją siostrę ( którą zawsze chciałam mieć, ale teraz to już nie jest możliwe, a szkoda) znamy się od najmłodszych lat. ugh znów te moje myśli by mnie wyprowadziła z równowagi i zapomniałabym po co wzięłam ten telefon . spojrzałam na zegarek w telefonie, który znajdował się w górnym prawym rogu, no świetnie była już za piętnaście czwarta a ty Alice dalej nie śpisz będziesz, jutro wyglądać jak jakieś zombie, no! Skarciłam się za to w myślach. Ostatni raz spojrzałam na tapetę, po czym później go zablokowałam i odłożyłam na jego wcześniejsze miejsce. A sama opadłam na łóżko i nawet nie wiedziałam kiedy Morfeusz zabrał mnie do krainy snu.
*
Rano obudziły mnie głośne walenia do drzwi.
-Alice! wstawaj spóźnisz się do szkoły!- Wszędzie rozpoznałabym ten głos, Zayn walił w moje drzwi, które były zamknięte na klucz, oczywiście nic sobie nie robiłam z tego, że stał pod drzwiami i się darł, leniwie przekręciłam się na drugi bok i czekałam, aż Morfeusz ponownie zabierze mnie do krainy snów.
-Alice! Ostatni raz powtarzam otwórz te pieprzone drzwi, albo sam je wywarze i sam osobiście zaniosę cię na dół na śniadanie!- Ugh nie dawał za wygraną, czy ja serio muszę mieć takiego upartego brata?!
-Zayn daj już sobie spokój, ok?- Mamrotałam pod nosem zastanawiając się czy rzeczywiście mnie słyszał, ale czy on nie rozumie, że ja nie mam ochoty nigdzie iść?! Muszę coś wymyślić, aby zostać w domu.
-Nie dam sobie spokoju, spóźnisz się do szkoły! Alice wstawaj!- Czy on nie może sobie odpuścić?! tak po prostu mnie zostawić i iść?
-Jestem chora.- To jedyna rzecz jaka przyszła mi do głowy jako pierwsza.
-Wiem, że kłamiesz, przecież ten tydzień nie było cię w szkole!- Odkrzyknął mi. Brawo Alice wkopałaś się.
-Dobra, już dobra wstaję, ale na litość Boską nie drzyj się już, ok?- Odpyskowałam po czym leniwym ruchem zeszłam z łóżka udając się do szafy. Przetarłam delikatnie oczy i zaczęłam wybierać ciuchy na dzisiejszy dzień. Zauważając to, że na dworze jest jeszcze ciepło, więc postanowiłam ubrać czarne rurki z dziurami na kolanie, i krótki czarny krop- top (nie wiem czy dobrze napisałam.), wzięłam czystą bieliznę i poszłam do toalety się ubrać, gdy już byłam gotowa nałożyłam na siebie lekki makijaż, i umyłam zęby. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a moje loki idealnie opadały mi na ramiona, gotowa wyszłam z łazienki i powędrowałam na dół.
-O wstała nasza śpiąca królewna.-Dogryzał mi wujek, ugh tylko czekam na tą wymarzoną osiemnastkę, która będzie za pięć miesięcy i, będę mogła opuścić ten chory dom.
-Ciebie też miło widzieć wujku.- Czuliście sarkazm? Tak praktycznie każda moja odpowiedź kierowana, do wujka tak brzmi.
-NIe jesz śniadania?- zapytał nagle, gdy już włożyłam czarne conversy na nogę.
-Nie jestem głodna, najwyżej zjem na mieście, cześć.- NIe czekając na odpowiedź opuściłam dom, zastanawiając się gdzie jest Zayn, przecież jeszcze nie dawno budził mnie samą do szkoły, a teraz znika. No nic włożyłam słuchawki w uszy i kierowałam się do szkoły. Jak na złość moją pierwszą lekcją była lekcja matematyki, nienawidzę tego przedmiotu, a jeszcze bardziej nauczycielki tego przedmioty. No to zapowiada się ciekawy dzień. Moje rozmyślenia przerwał wibrujący telefon.
' Od nieznany':
' Udanego dnia w szkolę, bądź grzeczna.' Szczerze nic sobie, nie robiłam z tych wiadomości, może ktoś wprowadził sobie zły numer i teraz pisze nie do tego kogo trzeba. Och to na prawdę będzie udany dzień w szkole. Wyczuliście ten sarkazm?
***********************************************************************************************
No i jest rozdział 1 mam nadzieję, że się podoba :)! Rozdziały będę dodawała co sobotę, bo wiecie lekcje teraz zbliżają się testy próbne, więc rozdziały będą co sobotę :)! Do zobaczenia w następnym rozdziale:)!
                 CZYTASZ = KOMENTUJESZ. 
* S.A.- Tajemniczy wielbiciel po Angielsku. 

niedziela, 8 listopada 2015

Prolog

Obaj pochodzili z dwóch różnych światów. Ona wiodła spokojne życie, mieszkała z wujkiem i starszym bratem, w szkole była dobrą uczennicą i nigdy nie sprawiała żadnych problemów, ani swojemu bratu, ani swojemu wujkowi. Ale nigdy nie pomyślałaby, że jej życie przez ostatnie kilka miesięcy może się tak drastycznie zmienić, że cała prawda o jej przeszłości w końcu wyjdzie na jaw. Czy wybaczy swojemu wujkowi te wszystkie dotychczasowe kłamstwa? i co najważniejsze  wybaczy swoim rodzicom?

Z kolie on od dziecka miał ciężką sytuację w domu, ale starał się być silnym nie dla siebie, ale dla swojej mamy, która pracowała na dwa etaty, ponieważ ledwo wiązali koniec z końcem, ale też dla swojego  młodszego brata, którego kochał ponad wszystko. Ale prawda jest taka, że nigdy nie był dobrym uczniem w szkole ciągle wplątywał się, w jakieś bójki, przez to też wpadł w nieodpowiednie dla niego towarzystwo. Jego życie w kilka miesięcy zamieniło się w piekło. Zaczął kraść, zażywać różnych używek i innych świństw. Nie dopuszczał do siebie tej myśli, że ich ojciec mógł ich tak potraktować, że mógł po prostu zostawić ich samych. Ale obiecał sobie, że  nigdy nie wybaczy swojemu ojcu.

Kiedy oboje się poznają ich życie diametralnie się zmieni, staną się dla siebie kimś bardzo ważnym. On pomoże jej poznać prawdę, a ona pomoże mu walczyć z nałogami.
**************************************************************************************
Hej a więc jest już prolog! Mam nadziej, że się wam spodoba i, że będziecie śledzić dalsze losy bohaterów :)! rozdziały będę wrzucała co sobotę :))! Więc do zobaczenia już w pierwszym rozdziale ! :))
                   CZYTASZ = KOMENTUJESZ