sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 3

'S.A' czy jak on tam ma. Podeszłam do łóżka wygonie się układając, a gdy już zasypiałam, mój telefon zaczął wibrować. Poderwałam się do pozycji siedzącej i chwyciłam go w ręce po czym odblokowałam go i jednym palcem przejechałam po ekranie klikając od razu ikonkę na, której była wiadomość.
'Dobranoc, ładnie ci było w tych ubraniach, mam nadzieję, że jutro znów cię zobaczę. S.A'
Rzuciłam telefon w drugi kąt łóżka i schowałam się pod kołdrę.
*******
Musiałam chociaż na chwilę wyjść spod tej kołdry ponieważ brakowało mi już powietrza.No już Alice nie masz, się czego bać, jesteś w domu, a na dole siedzi Zayn  i w każdej chwili możesz go zawołać. Powtarzałam sobie w myślach, aby choć na chwilę się uspokoić. No już Alice wyłaś spod tej kołdry, nie bądź tchórzem. Na raz, dwa, trzy. Najszybciej jak potrafiłam wyskoczyłam spod kołdry, chwytając od razu telefon w rękę i od nowa chowając się pod kołdrę. Szybkim sprawnym ruchem, odblokowałam telefon i wybrałam pewien numer.
-No odbierz.-Zaczęłam szeptać już sama do siebie, w duchu modląc się, aby odebrał.
-Halo?-Po drugiej stronie odezwał się, zaspany głos, który brzmiał niesamowicie słodko.
-Możesz do mnie przyjść?-Zapytałam od razu nie owijając w bawełnę.
-Ale, co się stało?...-Nie dałam mu dokończyć ponieważ mu przerwałam.
-Proszę, przyjdź do mnie jak najszybciej, albo zaraz oszaleje. Zostawię ci otwarte okno do mojego pokoju, abyś mógł wejść, proszę przyjdź.-Po tych słowach rozłączyłam się natychmiast, nie dając mu możliwości nawet chwili się zastanowić. Delikatnie zrzuciłam z siebie kołdrę i jak najciszej potrafiłam ruszyłam w stronę okna, otworzyłam je tak, aby mój gość miał łatwy dostęp do środka, a zimne powietrze od razu uderzyło w moją skórę niczym lód. Rozejrzałam się jeszcze po ogrodzie, aż w końcu zauważyłam znajomą sylwetkę, która maszeruję przez mój, ogród z drabiną w ręku, zauważając to, że mieszkam dość wysoko, aby mógł sobie poradzić bez niej.
Chłopak delikatnie oparł ją o ścianę domu, i jak najciszej tylko mógł zaczął się po niej wspinać, jego loki rozwiewał delikatny wiatr odsłaniając jego oczy, które na początku przykryte były grzywką.
Odsunęłam się w bezpieczne miejsce, żeby zrobić miejsce brunetowi.
Po chwili chłopak staną przede mną patrząc mi prosto, w oczy jakby chciał coś w nich znaleźć, choćby gram, jakichkolwiek emocji, ale nic. Moje spojrzenie przepełnione było, pustką i strachem, widziałam to po jego twarzy. Nagle z moich oczy zaczęły wylatywać pojedyncze łzy, chłopak zareagował od razu, przytulając mnie mocno do siebie.
-Alice co się stało?-W jego glosie można było wyczuć, strach.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, tak jakby mówił do ściany. Podeszłam tylko do łóżka i spod kołdry wyciągnęłam telefon, wchodząc od razu na wiadomości, przekazując telefon chłopakowi.
Wpatrywałam się w chłopaka jak w obrazek, czekając na jego ruch, lub jakąśkolwiek odpowiedź, ale z jego strony było tylko słychać głuchą ciszę, która teraz wypełniała cały mój pokój, słychać tylko było nasz oddechy ale poza tym nic więcej. Widziałam jak ręce chłopaka powoli zaciskają się w twardą pięść, a szczęka mocno się zaciska, że nawet kartka papieru by przez nią nie przeszła.
Delikatnie położyłam rękę na jego ramieniu, nie wiedząc jak zareaguję.
-Harry.-Mój głos lekko zadrgał. Teraz coraz pewniej jeździłam ręką po jego ramionach, a chłopak nawet nie drgnął.
-Od kogo to?- ciągle wpatrywał się w ścianę naprzeciwko niego. Obeszłam go od tyłu, tak abym mogła stać z nim teraz twarzą w twarz, spojrzałam prosto w jego oczy, ale nie mogłam w nich nic zobaczyć, nie było widać żadnych emocji, przerażało mnie to nigdy, go takiego nie widziałam.
-N-nie wiem.-Zająknęłam się. Na prawdę, nie wiem kto to może być, ani czego ode mnie chce. Przerażało mnie to. Harry nic więcej nie powiedział tylko od razu ruszył z miejsca i mocno mnie przytulił, tak że teraz mogłam poczuć jego perfumy, które pachniały bosko. Staliśmy tak przez dłuższa chwilę,  gdy nagle w moich uszach rozbrzmiał głos Harrego.
-Jutro jest szkoła powinnaś już iść spać.-Poczułam jak ramiona bruneta się rozluźniają, a on sam zaczął się ode mnie oddalać.-Dobrano Alice.- Powiedział i zniknął tuż za moim, oknem.
Patrzałam na otwarte okno, ciągle nie mogą uwierzyć w to co się stało. Zostawił mnie samą, a ja chciałam mu się zwierzyć. On coś wie na ten temat, czuję to on coś na pewno wie! Krzyknęłam w myślach i rzuciłam pierwszą lepszą rzeczą, którą miałam pod ręką, akurat pech był taki, że przypadło na mój telefon. Nawet nie wróciłam po telefon tylko od razu rzuciłam, się na łóżko i wykończona tym wszystkim zasnęłam.
*
Rano bardzo delikatnie i ostrożnie, przetarłam oczy ponieważ całe były opuchnięte i podkrążone od płaczu. Moje myśli ciągle wracały do wczorajszej nocy, do tego jak Harry się zachował. Ciągle, nie wiedziałam co się dzieje i kto pisze do mnie te chore wiadomości, ale jedno jest pewne za wszelką cenę muszę się dowiedzieć kogo to sprawka. Mój telefon ciągle leżał w tym samym miejscu, nawet nie sprawdzałam czy nic mu się nie stało i czy dalej działa, po prostu od razu go tak zostawiłam, i poszłam spać. Miałam już dość tej chorej, gry bo tak to było można właśnie nazwać. Leniwym krokiem podeszłam do telefony, który leżał w kącie pokoju, od razu schylając się i podnosząc go. Mój wzrok od razu powędrował na stłuczoną szybkę, wyglądało to tak jakby, pająk zostawił na nim swoją pajęczynę. No to brawo Alice tego telefonu nie masz nawet rok! Krzyknęłam w myślach, po czym uderzyłam się prosto w czoło. Czekajcie, która jest godzina?! Szybko odblokowałam urządzenie i spojrzałam na zegarek, no pięknie była za dwadzieścia jedenasta. Jak to możliwe?! Jak to możliwe, że Zayn mnie nie obudził?! Szybko podbiegłam do szafy, przewracając wszystko, tak że leżało do góry nogami.
Wbiegłam do toalety trzaskając drzwiami, nie obchodziło mnie to teraz za bardzo czy tamci jeszcze śpią czy nie, ważne jest to, że nie mogę opuścić dzisiejszego dnie w szkole! Szybko ubrałam się w ubrania, które w pośpiechu wyciągnęłam zrobiłam szybki makijaż i umyłam zęby. Chwyciłam jeszcze tylko torebkę w ręce razem z telefonem i zaczęłam zbiegać po schodach, do kuchni.
-Czemu mnie nie..?!- Chciałam już wydrzeć się jak najgłośniej mogę na Zayna, ale w pomieszczeniu nikogo nie było. Postanowiłam nie tracić czasu, nad zastanowieniem się gdzie on polazł, tylko poszłam na korytarz zakładając białe converysy nawet ich dobrze nie wiążąc. Wyszłam na dwór zamykając drzwi na klucz i ruszając w stronę szkoły. Dobrze, że miała do niej tylko 10 minut drogi, bo inaczej byłoby po mnie. Sięgnęłam do torby po słuchawki po czym podłączyłam je do telefonu, następnie wkładając do uszu. Gdy doszłam do pasów, rozejrzałam się czy nic nie idzie i szłam dalej. Ale nagle usłyszałam, tak głośny pisk opon, który zagłuszył muzykę w telefonie, szybko odwróciłam wzrok a moim oczom ukazało się czarne ferrari, a tuż po chwili, z samochodu wysiadł jego właściciel, moje serce momentalnie stanęło. Ciągle nie mogłam dopuścić do siebie tej myśli, że gdyby nie jego gwałtowne hamowanie, mogłabym skończyć w szpitalu, albo i gorzej. Adrenalina w mojej krwi nagle zaczęła rosnąć, wyciągnęłam słuchawki, gdy usłyszałam głos jak się nie mylę kierowcy.
-Możesz uważać jak chodzisz?!-Usłyszałam lekko zachrypnięty głos, mężczyzny.
-Ja mam uważać jak chodzę?!-Wrzasnęłam. To jego wina jakbym, nie jechał tak szybko i by patrzył czy ktoś przechodzi przez te pieprzone pasy, to nie musiał by robić mi teraz na środku ulicy afery o to!
-No, wiesz na pewno nie ja.-Widzę go pierwszy raz na oczy, a tak właściwie nie widzę jego twarzy wogóle, ponieważ ma założony kaptur, który zasłania jego całą twarz.
-Jakbyś nie widział, a tak szczerze to wątpię, żebyś przez ten kaptur coś widział, to szłam po pasach a ty wyskoczyłeś zza rogu jak jakiś wariat i to jeszcze jechałeś z tak dużą prędkości!.- Ugh nie znam go dobrze, ale już go nie lubię.
-Dobra złaź mi z drogi nie mam całego dnia, dla ciebie, mam jeszcze inne sprawy niż kłócenie się z dzieckiem.- Czy on właśnie nazwał mnie Dzieckiem?! aż naszła mnie ochotę go przytulić, drutem kolczastym wokół szyi.
-Pff dorosły się odezwał.-Tak właściwie to nawet nie wiem ile ma lat, ale na pewno nie jest aż taki stary, żeby mógł nazwać mnie dzieckiem.
-I właśnie w tym momencie udowodniłaś, że jednak jesteś tym dzieckiem.-Chłopak zaczął się do mnie zbliżać, nie wiedziałam co robić więc stałam i nawet nie drgnęłam. Gdy już poczułam, jego perfumy, które pachniały o wiele lepiej, niż te które używa Harry, zorientowałam się, że stoję z nim twarzą w twarz. Nie widziałam nic, dopóki wiatr nie zwiał jego kaptura a mi ukazała się idealna twarz chłopaka. Oniemiałam z wrażenia, jak taki idealny Facet mógł się tak zachowywać? Jego rysy twarzy delikatnie podkreślały jego uśmiech ( bo właśnie w tym momencie zaczął się uśmiechać, ukazując szereg swoich białych zębów.) A oczy, mogłabym w nich zamieszkać, miały idealnie duże, a ich kolor? Jakby rozwaliła się fabryka czekolady, która wypełniła jego oczy. Jego usta miały kolor malinowy i były idealnie wypełnione, jeju to był po prostu ideał faceta, szkoda, że jego charakter musi być aż tak zjebany.
-Uważaj bo zaczniesz się ślinić.-Usłyszałam nagle ten sam głos, z którym parę minut temu się kłóciłam.
-Hmm?-Wyrwałam się zza myśleń i uświadomiłam sobie, że ciągle się na niego patrzę.
-Dobra mała posłuchaj zejdź mi z drogi, śpieszę się.-Nagle jego cudowny uśmiech zszedł mu z twarzy, a wróciła znów ta ponura mina.
-Mała to jest twoja pała, ja jestem niska.-Odpyskowałam mu, po czym odwróciłam się na pięcie i na pożegnanie pokazałam mu środkowego palca. Boże jaki to jest dupek, ja nie wiem jak jego dziewczyna z nim wytrzymuję, chociaż wątpię czy ją ma bo bardziej wygląda mi na takiego, który skacze z kwiatka na kwiatek..
*
Kilka minut później znalazłam się pod szkoła, szybkim krokiem udałam się na korytarz, który rozciągał się w każdą możliwą stronę. Podbiegłam do tablicy, na której zawsze wisiał plan lekcji wszystkich klas, oraz jakieś inne nie interesujące mnie informacje na temat tej pieprzonej szkoły.
Przejechałam delikatnie palcem po papierku wszerz, aby sprawdzić co mam. Na mojego pecha trafiłam akurat na matematykę! Za jakie grzechy ?! przecież byłam grzeczna, tak przynajmniej mi się wydaję.
Powolnym krokiem zmierzałam ku klasie, szczerze nie śpieszyło mi się na tą lekcję. Gdy już dotarłam do właściwej klasy, delikatnie zapukałam po czym weszłam do środka, wszystkich wzrok od razu przeniósł się na mnie, razem ze wzrokiem Pani Luca's.
-No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?- Na twarzy nauczycielki, pojawił się sztuczny uśmiech.-Śpiąca królewna w końcu postanowiła do nas zawitać.-Skąd ona wiedziała, że zaspałam? Może Zayn napisał usprawiedliwienie? Nie wiem, szczerze nawet mnie to nie obchodziło. Moim marzeniem, na dzień dzisiejszy było to, żeby ona skończyła już swoje gadanie i dała mi w końcu usiąść na miejsce, abym mogła przejść do tematu lekcji.
-A teraz zabrakło ci języka w buzi?.- już miałam się odezwać, ale stwierdziłam, że jednak to nie był by dobry pomysł. Bez słowa ruszyłam w stronę, swojej ławki która stała na końcu sali, tuż koło ławki Cat. Cała klasa patrzyła na mnie jak na jakiegoś skazańca, który właśnie uciekł z więzienia. Mój wzrok od razu powędrował w dół. Ciągle na sobie czułam, wzrok całej klasy na sobie. Zignorowałam to i usiadłam do ławki wymieniając, krótkie spojrzenia z przyjaciółką, po czym zaczęłam rysować coś po książce. Lekcja matematyki dłużyła mi się niesamowicie, ciągle odliczałam minuty, do dzwonka, i ciągle ubywało tylko nie całe 5 minut, co doprowadzało mnie do szału.
*
Po 45 minutach tej męki, lekcja w końcu dobiegła końca, za co bardzo dziękowałam Bogu, z całego serca. Serio nie wytrzymała bym z ta babą ani minuty dłużej. Współczuje jej córce i mężowi, o ile  wogóle ich ma, ale to już nie będę wnikała w jej sprawy 'rodzinne'.
Szłam korytarzem szkolnym mijając wszystkich ludzi, nawet tych którzy mnie wołają. No nie powiem ignorowanie ludzi wychodzi mi całkiem nieźle. Po chwili po czułam na swoim ramieniu, kogoś rękę. Niechętnie odwróciłam się do tyłu, aby zobaczyć do kogo ona należy. Oczywiście to była Cat, której uśmiech ani na chwilę nie schodził z twarzy.
-Możesz mi powiedzieć, co się z tobą dzieje?- i nagle bum koniec z jej uśmiechem. Powiem wam, że Cat to bardzo dobra aktorka, może się śmiać, a po chwili jej humor zmienia się o 360 stopni, tak jak u kobiety z okresem, lub ciąży.
Spojrzałam, na dziewczynę z pod oka i zaczęłam iść dalej, totalnie ignorując to co dziewczyna do mnie mówi. Nie zdziwiła bym się jak by dziewczyna za mną poszła, ponieważ znam ją bardzo dobrze, i zawsze tak jest, że jak próbuje ją zignorować, a ona i tak nie daje za wygraną. Po dłuższej chwili po czułam lekkie szarpnięcie na swoim ramieniu. Nerwowo odwróciłam się, a moim oczom znowu ukazała się drobna brunetka, która teraz piorunowała mnie wzrokiem. Wypuściła głośno powietrze z ust i oparłam się o szafkę.
-Alice nie ignoruje mnie, tylko powiedz co się stało!- Cat wydawała się teraz bardzo, zła co u niej jest bardzo rzadkie.
-Nic się nie stało.- Powiedziałam, tak cicho, że zastanawiałam się czy mnie usłyszała.
-Jasne, Jasne oszukiwać możesz Harrego, ale nie mnie za dobrze cię znam!- No i tu miała rację. Ona zawsze potrafiła wyczuć czy u mnie jest wszystko dobrze, w porównaniu do Harrego.
-Po prostu mam zły dzień i tyle.- Powiedziałam na jednym tchu i poszłam dalej.  Nawet nie oglądałam się czy dziewczyna dalej za mną idzie. Po prostu szłam dalej, opuszczając budynek szkolny chociaż miałam jeszcze 4 lekcje.  Spacerkiem wracałam do domu, ignorując wszystkich przechodniów. Moje myśli ciągle krążyły wokół tego chłopaka, któremu  o mało dziś nie wpadłam pod koła, ale nie tylko ciągle zastanawiałam się gdzie, do cholery jest Zayn.
Nie widziałam go od naszego wczorajszego obiadu, gdzie on znów poszedł? Wiem, że jak każde rodzeństwo się kłócimy, ale to normalne u każdego rodzeństwa, ale martwię się o niego, jak nie wróci do dwudziestej, pójdę go szukać, ale oby wrócił.
*
Po dość długim spacerze wróciłam do domu, obeszłam wszystkie pokoje w domu ale nikogo nie było dalej, bezsilnie opadłam na kanapę wypuszczając głośno powietrze z ust.
Zastanowiłam się jeszcze przez chwilę gdzie oni mogą być. Po dość długiej chwili usłyszałam otwierające się drzwi, zerwałam się na równe nogi i jak najszybciej mogłam pobiegłam na korytarz. 
W przejściu zobaczyłam wujka, ale nie było z nim Zayna. Mój umysł w tej chwili zaczął wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Musiałam wziąć się w garść i iść go poszukać. Przelotnie spojrzałam jeszcze tylko na zegarek, była dokładnie za dwadzieścia szósta, boże jak ten czas szybko mi zleciał, nie dawno co wyszłam ze szkoły i zastanawiałam się, gdzie wcięło mojego brata. Nie zamieniając z wujkiem anie jednego słowa wyszłam z domu, zakładając na siebie jedynie kurtkę i buty, oczywiście nie było to mądre bo na dworze robiło się coraz zimniej, ale miałam to w nosie za wszelką cenę chciałam znaleźć Zayna, martwiłam się i to bardzo. 
*
Szłam ciemną alejką, w której mogło roić się od jakiś dziwnych, ale teraz nie obchodziło mnie to moje myśli ciągle błądziły w okół mojego starszego brata.
Po dwóch godzinach chodzenie, miałam już dość ale obiecałam, że nie spocznę dopóki go nie znajdę.
Ale nagle mój wzrok przykuła jakaś dobrze znana mi sylwetka, schowałam się i dobrze przyglądałam. TO był Zayn, ale co on tu robi? Przyglądałam się coraz bardziej czekając na jego ruch. Po pięciu minutach do mojego brata podszedł jakiś chłopak? Chyba przez kaptur nie było nic widać, ale sylwetka i gesty, najwyraźniej mnie nie zmyliły, to na pewno musiał być chłopak. 
Ale zaraz, zaraz co oni robią? Chłopak zaczął przekazywać mojemu bratu jakiś biały proszek, który bardzo przypominał mi, nie to nie może być prawda. Po chwili  Zayn dał mu jakąś beżową kopertę. Czy to możliwe? Zayn bierze narkotyki?! Nie mogłam w to uwierzyć!
**********
I jest 3 rozdział!!!!!!!!!!!!! Miał być wcześniej ale rozdział nie był dokończony!!! Mam nadzieję, że się podoba :)) I widzimy się w sobotę z rozdziałem 4!! :)
              CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

1 komentarz:

  1. Narkotyki?! o.O Czekam na ciąg dalszy!!! ♥ Rozdział super! (pomijając błędy językowe i powtórzenia i ogólnie to, co napisałam ci na fb :D )

    OdpowiedzUsuń