poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 1

-Alice!-Usłyszałam wołanie dochodzące z ogrodu, po czym zerwałam się szybko na równe nogi i zaczęłam wychylać się przez okno, po drodze chwytając w ręce latarkę, zauważając iż jest już dość późna godzina, a ktoś bardzo mądry stoi pod moim oknem i się drze. Nie żebym miała coś przeciwko, ale pobudzi zaraz całą okolicę, a co najgorsze mojego wujka, który do miłych nie należał ( jaka szkoda). No więc wychyliłam się przez okno włączając latarkę i szukając tej osoby. Mój wzrok błądził po ciemnym ogrodzie, ale niczego i tak w tych ciemnościach nie dostrzegając. Przygryzłam lekko wargę ( zawsze tak robię, gdy się boje lub jestem zdenerwowana.) i powoli zaczęłam zamykać okno., ale bez przerwy świecąc przez szybę, w różne miejsca. Może zaczynam już mieć jakieś zwidy? Albo po prostu ktoś sobie robi, ze mnie głupie żarty? Powoli podeszłam do swojego łóżka, kładąc się na nim próbując zasnąć.
-Alice!- Ten sam głos zaczął wołać moje imię coraz głośniej. Wypuściłam głośno powietrze z ust i szybkim zwinnym ruchem wstałam z łóżka, zmierzając w kierunku drzwi, które prowadzą na korytarz. Chwyciłam lekko klamkę i jak najciszej mogłam zaczęłam ją przekręcać, w duchu modląc się, aby nie obudzić ani mojego brata, ani mojego wujka. Gdy już jakoś w miarę zwinnie mi to poszło, zaczęłam na placach przemierzać korytarz, który prowadził do schodów, które prowadzą na sam dół prosto do drzwi, akurat tam gdzie miałam się znaleźć. W swojej prawej ręce ciągle trzymałam latarkę. Moje ręce trzęsły się niesamowicie, jakby zaraz coś na mnie miało wyskoczyć, z jakiegoś ciemnego zakamarka. Gdy już w miarę cicho dotarłam do drzwi głównych, lekko wyciągnęłam rękę do przodu, by móc przekręcić klamkę. Moja wolna ręka delikatnie chwyciła klamkę, która teraz była na przeciwko mnie. Najciszej jak tylko mogłam zaczęłam ją przekręcać w prawą stronę. Gdy już udało mi się je otworzyć delikatnie wychyliłam głowę, a następnie powoli zaczęłam wychodzić czując jak ciepłe powietrze uderzą w moje ciało. Znów próbowałam jak najciszej tylko mogłam zamknąć, za sobą drzwi nie chcąc budzić podejrzeń ze strony sąsiadów, no ale wątpię kto by chciał chodzić po dworze o tej godzinie. Powoli zaczęłam iść w stronę, strasznego ogrodu. Znaczy to było tak, że tylko w nocy wydawał mi się straszny, a za dnia było tam pięknie, no ale cóż za dobrych wspomnień to ja z nim nie mam, ale to już Historia na kiedy indziej. Powędrowałam prosto pod moje okno ciągle świecąc tą latarką po całym ogrodzie, ale niestety nic tu nie znalazłam, brawo Alice ktoś cię nabrał, mówiłam sobie w myślach. Wypuściłam głośno powietrze z ust i zaczęłam już normalnie bez żadnego strachu wracać do domu. Ale moje przeczucie nie dawało mi spokoju, czułam jak coś mnie obserwuje, na wszelki wypadek odwróciłam się w stronę mojego okna i zobaczyłam przy nim jakąś czarną postać, moje ręce momentalnie zaczęły drgać a ja zaczęłam biec do werandy. Jeszcze raz obejrzałam się za siebie, ale tam już nikogo nie było. Teraz nie obchodziło mnie to czy ich obudzę czy nie, wbiegłam szybko do domu, trzaskając drzwiami i ile sił w nogach pobiegłam do pokoju drzwi od razu zamknęłam na klucz, i powoli zsunęłam się po drzwiach wypuszczając powietrze z ust. Latarka wylądowała w kącie, nawet nie wiedziałam kiedy ją tam rzuciłam wszystko wydawało się dziać tak szybko. Posiedziałam tak jeszcze przez kilka minut, po czym powoli podniosłam się i zmierzałam w kierunku łóżka, na które później opadłam. Leżałam tak jeszcze przez chwile, ale nie trwało to długo, ponieważ mój telefon, który leżał na szafce nocnej zaczął wibrować. Szybkim ruchem sięgnęłam po niego, po czym powolnym ruchem odblokowałam go, a moim oczom ukazała się moja tapeta, na której byłam ja i dwójka moich najlepszych przyjaciół. A wyglądała ona tak, że ja stałam z lewej strony uśmiechając się do aparatu, natomiast w środku stał Harry, który zaczął robić głupie miny, a jeszcze koło Harrego stała Cat ( Mówimy tak na nią taki, jej skrót od imienia), która złapała się za głowę i udawała, że nas nie zna. Tak uwielbiam to zdjęcie, pamiętam one było robione dokładnie wtedy jak Cat dowiedziała się, prawdy o swoim chłopaku, a Harry próbował ją pocieszyć i jak zwykle mu się to udało! Uśmiechnęłam się na samą myśl tego wspomnienia, po czym przypomniałam sobie, że nie po to wzięłam telefon. Po krótkiej chwili mój ekran zrobił się czarny, zamazując od razu tapetę. Odblokowałam go ponownie i spojrzałam na wiadomość, którą dostałam na początku myślałam, że to Harry albo Cat nie mogą spać i piszą, ale to co przeczytałam kompletnie zbiło mnie z tropu.
' Od Nieznany:'
' Mam nadzieję, że cię nie wystraszyłem ;). Śpij dobrze. S.A.
Ostrożnie odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce, a sama położyłam się spać, choć nie ukrywam nie było to łatwe, ponieważ treść tej wiadomości ciągle chodziła mi po głowie. Nieswojo kręciłam się na łóżku szukając 'wygodnego miejsca', aby móc chociaż na chwilę zasnąć, ale moje myśli dalej nie dawały mi spokoju, przez to też nie mogłam zasnąć Zdesperowana podniosłam się do pozycji siedzącej, przeczesując swoje długie kręcone włosy, ciągnąc lekko za ich końce. Siedziałam nie ruchomo jeszcze, przez chwilę po czym sięgnęłam po swój telefon, aby zobaczyć, która jest godzina. Szybkim ruchem odłączyłam  go od ładowarki, a moim oczom znów ukazała się ta cudowna tapeta, nie wiem co bym zrobiła jak bym ich straciła traktuję ich jak rodzeństwo. Harry to taki mój starszy brat, którego już mam. Nie żebym na niego narzekała kocham go i to bardzo bo tylko on mi został, ale czasami doprowadza mnie do białej gorączki i mam ochotę go udusić, ale nie dziwię mu się bo po prostu się o mnie martwi, ale czasami aż za bardzo i na serio wtedy zastanawiam się czy on na prawdę ma 19 lat. Za to Cat traktuję jak swoją siostrę ( którą zawsze chciałam mieć, ale teraz to już nie jest możliwe, a szkoda) znamy się od najmłodszych lat. ugh znów te moje myśli by mnie wyprowadziła z równowagi i zapomniałabym po co wzięłam ten telefon . spojrzałam na zegarek w telefonie, który znajdował się w górnym prawym rogu, no świetnie była już za piętnaście czwarta a ty Alice dalej nie śpisz będziesz, jutro wyglądać jak jakieś zombie, no! Skarciłam się za to w myślach. Ostatni raz spojrzałam na tapetę, po czym później go zablokowałam i odłożyłam na jego wcześniejsze miejsce. A sama opadłam na łóżko i nawet nie wiedziałam kiedy Morfeusz zabrał mnie do krainy snu.
*
Rano obudziły mnie głośne walenia do drzwi.
-Alice! wstawaj spóźnisz się do szkoły!- Wszędzie rozpoznałabym ten głos, Zayn walił w moje drzwi, które były zamknięte na klucz, oczywiście nic sobie nie robiłam z tego, że stał pod drzwiami i się darł, leniwie przekręciłam się na drugi bok i czekałam, aż Morfeusz ponownie zabierze mnie do krainy snów.
-Alice! Ostatni raz powtarzam otwórz te pieprzone drzwi, albo sam je wywarze i sam osobiście zaniosę cię na dół na śniadanie!- Ugh nie dawał za wygraną, czy ja serio muszę mieć takiego upartego brata?!
-Zayn daj już sobie spokój, ok?- Mamrotałam pod nosem zastanawiając się czy rzeczywiście mnie słyszał, ale czy on nie rozumie, że ja nie mam ochoty nigdzie iść?! Muszę coś wymyślić, aby zostać w domu.
-Nie dam sobie spokoju, spóźnisz się do szkoły! Alice wstawaj!- Czy on nie może sobie odpuścić?! tak po prostu mnie zostawić i iść?
-Jestem chora.- To jedyna rzecz jaka przyszła mi do głowy jako pierwsza.
-Wiem, że kłamiesz, przecież ten tydzień nie było cię w szkole!- Odkrzyknął mi. Brawo Alice wkopałaś się.
-Dobra, już dobra wstaję, ale na litość Boską nie drzyj się już, ok?- Odpyskowałam po czym leniwym ruchem zeszłam z łóżka udając się do szafy. Przetarłam delikatnie oczy i zaczęłam wybierać ciuchy na dzisiejszy dzień. Zauważając to, że na dworze jest jeszcze ciepło, więc postanowiłam ubrać czarne rurki z dziurami na kolanie, i krótki czarny krop- top (nie wiem czy dobrze napisałam.), wzięłam czystą bieliznę i poszłam do toalety się ubrać, gdy już byłam gotowa nałożyłam na siebie lekki makijaż, i umyłam zęby. Włosy zostawiłam rozpuszczone, a moje loki idealnie opadały mi na ramiona, gotowa wyszłam z łazienki i powędrowałam na dół.
-O wstała nasza śpiąca królewna.-Dogryzał mi wujek, ugh tylko czekam na tą wymarzoną osiemnastkę, która będzie za pięć miesięcy i, będę mogła opuścić ten chory dom.
-Ciebie też miło widzieć wujku.- Czuliście sarkazm? Tak praktycznie każda moja odpowiedź kierowana, do wujka tak brzmi.
-NIe jesz śniadania?- zapytał nagle, gdy już włożyłam czarne conversy na nogę.
-Nie jestem głodna, najwyżej zjem na mieście, cześć.- NIe czekając na odpowiedź opuściłam dom, zastanawiając się gdzie jest Zayn, przecież jeszcze nie dawno budził mnie samą do szkoły, a teraz znika. No nic włożyłam słuchawki w uszy i kierowałam się do szkoły. Jak na złość moją pierwszą lekcją była lekcja matematyki, nienawidzę tego przedmiotu, a jeszcze bardziej nauczycielki tego przedmioty. No to zapowiada się ciekawy dzień. Moje rozmyślenia przerwał wibrujący telefon.
' Od nieznany':
' Udanego dnia w szkolę, bądź grzeczna.' Szczerze nic sobie, nie robiłam z tych wiadomości, może ktoś wprowadził sobie zły numer i teraz pisze nie do tego kogo trzeba. Och to na prawdę będzie udany dzień w szkole. Wyczuliście ten sarkazm?
***********************************************************************************************
No i jest rozdział 1 mam nadzieję, że się podoba :)! Rozdziały będę dodawała co sobotę, bo wiecie lekcje teraz zbliżają się testy próbne, więc rozdziały będą co sobotę :)! Do zobaczenia w następnym rozdziale:)!
                 CZYTASZ = KOMENTUJESZ. 
* S.A.- Tajemniczy wielbiciel po Angielsku. 

1 komentarz:

  1. Super :) Czekam na rozdział 2 :* Tylko ta interpunkcja... XD (I wydaje mi się, że pisze się crop-top xD )

    OdpowiedzUsuń